sobota, 21 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Nie byłem przekonany co do jego słów, ale czy mogłem coś z tym zrobić? Miałem się z nim kłócić? Walczyć? Do czego by to doprowadziło? Ja powiedziałbym jedno, on drugie i znów stalibyśmy w tym samym miejscu, uparci i zmęczeni.
Nie skomentowałem więc jego wypowiedzi. Ruszyłem przodem, powoli, celowo zwalniając kroku, by mógł za mną nadążyć. Wiedziałem, że jego ciało wciąż nie było w pełni sił, choć za wszelką cenę próbował udawać, że jest inaczej.
Na dole, w gospodzie, panował już gwar. Krzyki mieszały się ze śmiechem, ktoś uderzał kuflem o stół, w powietrzu unosił się ciężki zapach alkoholu, potu i dymu. Zbyt wiele bodźców naraz. Zbyt ciasno. Zbyt głośno. Zdecydowanie nie dla mnie.
Ale byłem tam dla niego.
Kochałem go. I wiedziałem, że muszę być blisko, żeby nic mu się nie stało, żeby nikt go nie sprowokował, żeby w razie potrzeby móc zareagować. Dla niego byłem w stanie znieść nawet najgorsze zapachy i najbardziej prymitywne zachowania ludzi wokół.
-:O, Elianie, jak się czujesz? - Usłyszałem znajomy głos. - I dlaczego w ogóle tu jesteś? Powinieneś leżeć i odpoczywać. - Dona podeszła bliżej, mierząc go zatroskanym spojrzeniem. Dopiero po chwili jej wzrok przesunął się na mnie. - Ach, no tak… - Mruknęła z wyraźną nutą pogardy. - Gdy ma się takiego partnera jak twój, nie dziwię się, że musisz robić wszystko sam. - Rzuciła mi chłodne, oceniające spojrzenie.
- Sam chciałem zejść - Odezwał się Elian, odruchowo stając nieco bliżej mnie. - Serathion nie ma z tym nic wspólnego. - Próbował mnie bronić. Zawsze to robił. I zawsze było to bez sensu.
- Oczywiście - Prychnęła. - A ty jak zwykle musisz go bronić. Nie rozumiem, co ty w nim widzisz. Włóczy się nocami sam, nie wiadomo gdzie i z kim, a ty mu ufasz. - Westchnęła z pogardą. 
Nie lubiła mnie. To było aż nazbyt oczywiste. Czułem, że gdyby nie Elian, już dawno wyrzuciłaby mnie stąd bez chwili zawahania.
Zacisnąłem szczękę, ale milczałem. Nie dla niej tu byłem. Byłem tu dla niego i nic tego nie zmieni.
- Dono, bardzo proszę, zostaw go w spokoju. Wiem, co robi poza gospodą. Poza tym nie możesz wtrącać się w to, co robimy. Jestem dorosły i sam zdecyduję, co chcę robić. - Mówił spokojnie, niemal łagodnie, ale w jego głosie pobrzmiewała stanowczość, której wcześniej rzadko używał wobec niej. To nie był bunt. To była granica.
W gospodzie na chwilę zrobiło się jakby ciszej, a może tylko mnie tak się wydawało. Dona patrzyła na niego dłużej niż zwykle. W jej oczach mignęło coś pomiędzy złością a zaskoczeniem.
Nie spodziewała się tego.
Westchnęła cicho, jakby ważyła w myślach kolejne słowa, po czym w końcu odwróciła ode mnie wzrok.
- Czego potrzebujesz? - Zapytała chłodno, zmieniając temat, jakby poprzednie słowa w ogóle nie padły.
Zostawiła mnie w spokoju.
Nie przeprosiła. Nie musiała. To, że przestała atakować, było już wystarczającym zwycięstwem.
Spojrzałem na Eliana kątem oka. Wciąż stał wyprostowany, choć wiedziałem, że kosztowało go to więcej, niż chciałby przyznać. Jego dłoń nieznacznie drżała, tylko ja to zauważyłem.
I tylko ja wiedziałem, jak wiele go to wysiłku kosztowało.
- Chciałbym się czegoś napić. I proszę o trochę mięsa dla kota - Wyjaśnił spokojnie, a kobieta kiwając głową ruszyła w stronę kuchni, pozostawiając nas przy ladzie.
- Ależ ty ją drażnisz byciem ze mną - Odparłem lekko tym rozbawiony.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz