Nie rozumiałem, dlaczego bronił tego kundla, skoro pies nawet nie był jego. Ludzie naprawdę są dziwni. Powinien zareagować zupełnie inaczej, a nie jeszcze stawać w jego obronie. No ale dobrze, niech mu będzie. Psy są takie cudowne… Tssa. Nigdy nie będę chciał mieć psa. I niech lepiej żadnego nie przyprowadza, bo razem z tym psem wyleci za drzwi.
- Psy nie są mądre - Mruknąłem pod nosem, nawet nie próbując ukrywać niechęci. I tak nie zamierzałem zmieniać zdania. Nie lubię ich i już.
- Czyżby? - Uniósł brew. - A to, co przed chwilą się wydarzyło, nie było mądre? Kot by nie wrócił na zawołanie, a pies wrócił. - Bronił go tak, jakby należał do niego. Jakby to był jego własny pies. Coraz bardziej mnie to irytowało.
- Pies jest posłuszny - Odpowiedziałem chłodno. - Ale kot chodzi własnymi ścieżkami. I właśnie dlatego go cenię. Poza tym ludzie wolą psy, bo kiedy wracają do domu, pies merda ogonem, skacze, okazuje radość. Daje im pewność, że są kochani. - Zawahałem się na moment, po czym dodałem ciszej. - Kiedy krzyczysz na psa, podkula ogon i opuszcza uszy. Łatwo go ułożyć. Łatwo sprawić, by był zależny. A na uczucie kota trzeba zasłużyć. Kot nie rozdaje go za darmo. Nie jest przekupny jak pies. - Spojrzałem na niego pewny swojego. W tej kwestii nie zamierzałem ustąpić ani o krok.
Elian przez chwilę nic nie mówił. Po prostu patrzył na mnie z czymś w oczach, czego nie potrafiłem nazwać. Nie była to złość ani rozbawienie. Raczej skupienie. Jakby mnie analizował. Jakby próbował zajrzeć głębiej, niż bym sobie tego życzył.
- A gdyby to ja przyprowadził psa? - Zapytał w końcu spokojnie.
Zaskoczył mnie. Na moment zabrakło mi słów. On? Psa? Po moim trupie.
Choć… w sumie jako wampir nie do końca zaliczam się do istot żyjących, więc ta groźba mogła nie mieć większej mocy sprawczej.
- Nie. Absolutnie nie - Uciąłem stanowczo. - Psy śmierdzą, ślinią się, wszędzie zostawiają sierść. Są hałaśliwe i głupie. Nawet nie ma o tym mowy. - Mruknąłem pod nosem, odwracając wzrok. Napuszyłem policzki w wyrazie dziecięcej, niemal demonstracyjnej niechęci. Wiedziałem, że to niedojrzałe. I że on to widzi.
Elian uniósł lekko kącik ust.
- Czyli wyrzuciłbyś mnie z domu razem z nim? - Zapytał, a ja musiałem trochę poprawić jego pytanie.
- Z domu nie, bo domu nie mamy, ale gdybyśmy mieli to bez wahania. - Stwierdziłem pewien swego.
- Nawet jeśli bardzo bym go chciał - Zawahałem się. Tylko ułamek sekundy.
I chyba właśnie to mnie zdradziło.
- To nie jest kwestia chcenia - Odpowiedziałem chłodno, krzyżując ramiona na piersi. - To kwestia zasad. - Mruknąłem, biorąc od niego Futerko.
- Zasad? - Powtórzył cicho, jakby próbował zrozumieć moje słowa.
- Nie zamierzam mieszkać z czymś, co będzie merdało ogonem na twój widok i patrzyło na ciebie jak na centrum wszechświata - Dodałem ciszej, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
- A więc o to chodzi. Ty po prostu będziesz zazdrosny o tego psa. Myślisz, że poświęcę mu więcej czasu, który mógłbym poświęcić tobie. - Prychnąłem, gdy jego słowa wreszcie do mnie dotarły.
Już otwierałem usta, żeby wbić mu do głowy, jak bardzo się myli, kiedy kątem oka dostrzegłem Donę. Pojawiła się niemal bezszelestnie, niosąc talerz z posiłkiem dla mojego partnera i filiżankę herbaty, z której unosiła się para.
Bez słowa postawiła wszystko na stole i odeszła, zostawiając nas samych z napięciem gęstym jak mgła.
- Nie jestem zazdrosny o psa - Oznajmiłem chłodno, wzruszając ramionami. - One po prostu mnie denerwują. - Mruknąłem, wzruszając ramionami.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz