wtorek, 24 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 No tak, sen, a już myślałem, że zapomniał o tym, że powinienem spać. Za jakieś dwie godziny ranek, tak więc czy mi się opłaca...? Zwłaszcza, że rano miałem zajść do Dony, albo Lidii, w zależności, która by tam była. Coś czułem jednak, że on mi nie odpuści. Zbyt bardzo się mną przejmował. To było kochane, ale wtedy nie zajmuje się sobą. A to już niedobrze. Powinien zająć się sobą. W tej chwili ma większy problem, niż ja. 
– Nie odpuścisz mi, co? – zapytałem, delikatnie przytulając go do siebie. Co jak co, ale musiałem uważać na moje rany, trochę mnie one jednak bolały. 
– Nie mogę. Zapominasz o sobie – powiedział, poprawiając delikatnie moje kosmyki z czoła. – A też powinieneś odpocząć. 
– Ze mną nie jest źle. Jak zauważyłeś, muszę tylko leżeć, i odpoczywać. Ty masz gorzej. Martwi mnie to, że nikogo nie znalazłeś dla siebie. Nie wiem, gdzie mógłbyś znaleźć dobrą krew... O tej godzinie nikt trzeźwy do domu nie wraca. Może łowcy, ale ich raczej chcemy unikać. Słyszałem lepszą krew mają szlachcie... Może by ci zasmakowała, nawet pomimo alkoholu? – zaproponowałem, chcąc mu jakoś pomóc w tym wszystkim. 
– Powinienem się rzucać na szlachciców? – spytał, delikatnie się krzywiąc. – Nie zwróci to niczyjej uwagi? 
– Podobnie jak zwłoki martwych zwierząt. Nie będziesz nikogo zabijać przecież. Trochę tylko się krwi napijesz, oczarujesz go, by nic nie pamiętał, i na kolejne dni będziesz miał spokój. Przemyśl to, bardzo proszę. A jak nie... cóż, jakoś wytrzymam. Zawsze możesz mnie ugryźć. Już się trochę podregenerowałem, jakoś to zdzierżę – powiedziałem cicho, przymykając oczy. 
– No już, od razu daj mi całą swoją krew. Nie gadaj głupot i idź już spać – polecił mi, delikatnie gładząc mój policzek. – A może powinienem zejść po coś przeciwbólowego? Dasz radę zasnąć? – zapytał, delikatnie mrużąc oczy. 
– Dam, dam... jak nie mam wyboru, to dam. Tylko bądź blisko – poprosiłem, wsuwając nos w jego włosy. Pachniały inaczej. Świeżym powietrzem, i lasem. Trochę to do niego nie pasowało. Już przywykłem to tego typowego dla niego zapachu róży... ale jakby się nad tym dłużej zastanowić, minęło trochę czasu, nim brał kąpiel. Skupił się na mnie, a o sobie ewidentnie zapomniał. 
– Oczywiście. Nie, żebym miał coś innego do roboty – odparł, tuląc się do mnie. 
– Miasta są przystosowane pod ludzi, nie pod wampiry. Raczej żadnych atrakcji tutaj o tych porach mieć nie będziesz. Gdyby udało ci się zapewnić jakąś ochronę przed słońcem – westchnąłem cicho. Festyny nie odbywały się tak często, i też większa ich część ma miejsce za dnia. Ciężko mu pokazać coś ciekawego, jeżeli większość takich atrakcji ma miejsce za dnia. 
– Jakoś sobie z tym faktem poradzę. A ty chyba miałeś iść spać, czyż nie? – przypomniał mi, na co tylko się uśmiechnąłem. Ze śmiechem jeszcze czasem się muszę wstrzymywać, bo mimo wszystko moje rany dają mi się wtedy trochę we znaki. 
– Już, już. Proszę mi tylko nie narzekać, że później ci się nudzi – dodałem, przymykając w końcu swoje oczy. Poświęcam mu uwagę, i jeszcze mi narzeka. Naprawdę niewdzięczne zachowanie z jego strony. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz