Lekko się skrzywiłem na wspomnienie tamtej przeklętej nocy. Nie chciałem do tego wracać, nie chciałem, by mi o niej przypominał. Raz jeden noga mi się podwinęła, a on już będzie to wypominał do końca świata? Co za okrutnik.
- Nie musiałeś mi o tym przypominać - Mruknąłem, stawiając butelka wina na stole, może odrobinę zbyt gwałtownie. W jednej chwili straciłem ochotę na ten trunek.
Mój mąż uśmiechnął się do mnie przepraszająco, najwyraźniej dostrzegając, że trafił w czuły punkt. No tak… czego w sumie mogłem się spodziewać? Demon. A demony uwielbiają drażnić, prowokować i nabijać się z takich jak ja.
Ale go kocham. I właśnie dlatego potrafię wybaczyć mu to i owo.
- Wybacz, skarbie - Odezwał się miękko. - Po prostu wciąż nie mogę uwierzyć, jaki byłeś wtedy śliczny i słodki. I jak pięknie przeklinałeś… aż chciało się ciebie słuchać. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powtórzysz mi to cudowne słowo. - Drwił ze mnie. Ewidentnie.
Niech tylko uważa – jeszcze chwila, a zetrę mu ten uśmiech z twarzy i będzie żałował, że w ogóle rozpoczął ze mną tę grę.
- Gdyby nie to, że jestem aniołem, powiedziałbym ci teraz kilka naprawdę niecenzuralnych słów - Burknąłem, podsuwając mu butelkę wina. - Otwórz. Skoro już tu jesteś, to chociaż do tego możesz się przydać. - Mruknąłem, pusząc swoje policzki.
- Ależ ja bardzo chętnie ich posłucham - Odparł cicho, nachylając się ku mnie. - Bardzo mi się podobały. - Wyszeptał to prosto do mojego ucha, a potem lekko podgryzł mój płatek.
Na moich policzkach natychmiast pojawił się rumieniec. I to wszystko dlatego, że robił to przy naszych dzieciach.
Oczywiście wiem, że nie są już dziećmi, dorośli, doświadczeni, pewnie widzieli i robili w życiu niejedno. A jednak…
Wciąż mnie to krępowało. Zwłaszcza gdy on tak bezwstydnie lubił o tym zapominać.
- Sorey - Mruknąłem, spoglądając na niego z lekką dezaprobatą. - Tu. Są. Dzieci – Dodałem ciszej, ale z naciskiem, stukając palcem w butelkę wina, by łaskawie przypomnieć mu, że miał ją otworzyć, a nie mnie prowokować.
- Dzieci i tak na nas nie patrzą - Stwierdził z rozbawieniem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Otworzył wino jednym sprawnym ruchem, po czym sięgnął po kieliszki. - Są dużo bardziej skupione na prezentach niż na swoich rodzicach. - Nalał nam rubinowy trunek, a potem podał mi kieliszek, zatrzymując go na chwilę w moich dłoniach.
- Proszę - Powiedział miękko, uśmiechając się do mnie w ten swój rozbrajający sposób, który zawsze sprawiał, że zapominałem, dlaczego właściwie byłem na niego zły.
- Dziękuję - Odezwałem się spokojnie, biorąc pierwszy łyk chłodnego, procentowego napoju.
Wino przyjemnie rozeszło się po moim gardle, pozostawiając po sobie łagodny, kojący posmak. Aż miło było wypić coś mocniejszego… mimo że doskonale pamiętałem, jak jeszcze niedawno zarzekałem się, że już nigdy więcej niczego nie tknę. Oczywiście niczego procentowego.
A co robię dziś? Siedzę i piję wino z własnym mężem.
Westchnąłem w duchu, pozwalając sobie na ten drobny grzech. Byleby tylko nigdy więcej nie skończyło się na czymś więcej niż jednej butelce. I to na dwóch.
- A prawie bym zapomniał… dla ciebie też coś mam - Odparłem, wstając od stołu.
Odszedłem na chwilę, zostawiając go z kieliszkiem w dłoni i tym jego czujnym, podejrzliwie zainteresowanym spojrzeniem. Po chwili wróciłem, trzymając w palcach niewielkie pudełeczko. Skromne, niepozorne, a jednak kryło w sobie coś, co miało dla mnie znacznie większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać.
Podałem mu je bez słowa.
W środku spoczywała zawieszka z naszymi inicjałami, splecionymi ze sobą w prosty, ale znaczący sposób.
<Pasterzyku? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz