piątek, 27 lutego 2026

Od Daisuke CD Haru

 Skąd on miał tyle wiary we mnie? Już czułem, że nie byłem wystarczający. Nie potrafiłem zrobić nic. Nie potrafiłem ich trzymać, nie potrafiłem ich rozpoznać, a sama myśl o tym, że mam je karmić, albo się jakoś nimi zająć powodowała we mnie paniczny strach. Dziewczynka się obudziła, i byłem całkowicie sparaliżowany. Nie wiedziałem, co miałbym zrobić. Za to on był taki pewny. Miał odpowiedź na każde pytanie. Nie bał się. Tak, on sobie poradzi bardzo dobrze beze mnie. A ja już nie byłem do niczego potrzebny. 
- Sam nie wiem. Powinienem mieć jakiś instynkt macierzyński, podświadomie wiedzieć, co robić. A ja... mam pustkę w głowie. Wystarczyło, że Sayuri na mnie spojrzała, i całkowicie sparaliżował mnie strach. Chyba coś jest ze mną nie tak – mówiłem cicho, ze smutkiem. Czułem, że tylko im będę szkodził. I to okropne przeczucie nie chciało mnie opuścić. 
- Daj sobie czas. Odpocznij. Uwierz w siebie. Wszystko przyjdzie samo z siebie – mówił łagodnie, spokojnie, pewnie, przez cały ten czas gładząc kciukiem moją dłoń. - Nie minęło dużo czasu od porodu. Jeszcze jesteś skołowany. Zjesz, napijesz się czegoś i...
Jego wypowiedź przerwał leżący w moich ramionach synek. Takumi najpierw poruszył się lekko, otworzył oczy, a następnie usta i zaczął płakać. A jak on zaczął płakać, to i Sayuri w ramionach Haru także zaczęła być niespokojna. Spojrzałem ze strachem na męża, już czując narastającą panikę. I o to mi chodziło. Kobieta, która właśnie dała nowe życie, już wiedziałaby, co robić. A ja tylko panikowałem. 
- Mogą być głodne, minęło trochę czasu, nim ostatnio jadły. Najpierw spróbuj nakarmić Takumi'ego, skoro zaczął płakać, musi być bardziej głodny. A potem podam ci Sayuri, w porządku? - mówił to wszystko, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. Pokiwałem niepewnie głową, chociaż dalej czułem się tak strasznie sparaliżowany. Trzęsącą się dłonią rozpiąłem koszulkę i przyłożyłem chłopczyka do mojej piersi. Dalej w głowie zastanawiałem się, czy dobrze robię, czy go nie skrzywdzę, czy to o to chodzi... chłopiec niemalże od razu znalazł sutek, który zaczął ssać, kładąc swoje drobne rączki na moim ciele. Ale to było dziwne uczucie. I nie wiem, czy mi się to podobało. I że ja tak muszę karmić ich na zmianę? Przez kilkanaście następnych miesięcy? Starczy mi w ogóle pokarmu na ich dwójkę? 
Kiedy tylko Takumi przestał płakać, to i jego siostra się uspokoiła. Teraz mogłem zobaczyć delikatne różnice w ich wyglądzie. Oboje mieli niebieskie oczy, chociaż oczy Sayuri były jakieś takie ciemniejsze, a za to miała jaśniejsze włosy, dosłownie o jeden, dwa odcienie.  To były bardzo minimalne różnice, i pewnie jeszcze to wszystko będzie się zmieniać na przestrzeni tygodni. Oby. Trochę liczyłem na to, że będą mieć oczy po Haru. W końcu, jego oczy były śliczne, chciałbym, żeby przetrwały na kolejne pokolenia. 
- I po jedzeniu... co teraz? Mam go jakoś pokołysać w ramionach, by zasnął, czy co? - spytałem niepewnie, zerkając lekko przestraszony na Haru. Kiedy opiekowałem się malutką Ametyst, po każdym karmieniu masowałem jej brzuszek ręcznikiem zmoczonym w ciepłej wodzie, imitując tym samym mycie przez jej kocią mamę. Więc skoro taki kot robi coś po nakarmieniu swojego potomstwa, to ja chyba też coś powinienem zrobić, ale mój instynkt nic mi nie podpowiadał...

<Piesku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz