Na jego słowa cicho westchnąłem. Nie podobało mi się to. Tak jak myślałem, każde schwytanie wampira jest problematyczne... ale faktycznie, na zleceniu mignęła mi pieczęć Durandów. Oznaczało to, że o te cudownie duże pieniądze są picem na wodę, delikatnie go przed tym ostrzegłem, ale nie wiem, czy go to przekonało. Pieniądze przysłaniają logiczne myślenie. A to mnie oskarżał o patrzenie tylko na pieniądze, a sam co robił? Wszyscy wpadamy w tę samą pułapkę.
- Mignęła mi się na zleceniu ich pieczęć. A to oznacza, że młody się pcha w paszczę lwa – cicho westchnąłem, czując rozdarcie. Jest głupi, ale nie oznacza to, że zasługuje na śmierć. - W takim razie najlepiej tego wampira trzeba będzie zabić.
- Mówiłeś mu, że cię oszukali? - zapytał, na co kiwnąłem głową. - I co on na to?
- Że musiałem nie dotrzymać jakichś warunków umowy, bo przecież oni są znani i poważani – wyjaśniłem, na co Serathion westchnął cicho. - Jak go zostawię samego, to przecież to jak skazanie go na śmierć.
- O jednego łowcę mniej na świecie, to chyba nie takie złe – mruknął.
- Wiem, że dla ciebie łowcy są tylko i wyłącznie tymi złymi, ale w tej sprawie to twój rodak powoduje więcej zła. Należałoby się go pozbyć – odpowiedziałem spokojnie, co ewidentnie się mu nie spodobało.
- Super, a czemu ty to musisz robić? - spytał niezadowolony, marszcząc brwi.
- Bo tak się składa, że jestem łowcą, skarbie. Muszę się ubrać i idziemy zrobić zwiad. Znasz go trochę, może masz jakiś pomysł, gdzie może się znajdować? Jaką kryjówkę by wybrał? - zapytałem, chcąc wiedzieć o tym wampirze jak najwięcej. To mi wtedy bardzo pomoże nie stać się jego obiadem.
- Zaczarowałby kogoś i ukrył się gdzieś, gdzie byłyby jakiekolwiek standardy. Nie zniżyłby się do czołgania się po kanałach, to nie w jego stylu – powiedział w końcu, chociaż ewidentnie niezadowolony. - Nie podoba mi się, że chcesz się tym zająć. Raz już zabrałeś się za walkę z wampirem i co? Omal nie zginąłeś.
- A to nawet nie był wampir – zauważyłem zgodnie z prawdą, nieco rozbawiony. Za bardzo się martwi, dlatego jest taki niezadowolony. - Mówiłem ci, że musisz być gotowy na takie rzeczy.
- Na to gotowy nigdy nie będę – odpowiedział, przytulając się do mnie mocno. - Draven... jest naprawę niebezpieczny.
- Draven? - powtórzyłem, marszcząc brwi. Z tego, co kojarzyłem, tak brzmiało jego nazwisko. - To jakaś twoja rodzina?
- Wszystkie wyższe wampiry mają wspólny mianownik w rodzinie. Ale nie jest żadnym bliskim krewnym, na szczęście. Tak okrutnego krewnego w życiu nie chciałbym mieć – przyznał, przygryzając dolną wargę.
- No, to problem rozwiązany. Pozbędziemy się go, jeden zły typ zniknie z powierzchni ziemi, łowca sobie pójdzie i będziesz bezpieczny zarówno ty, jak i inni ludzie - zdecydowałem, łagodnie się do niego uśmiechając. Byłem profesjonalistą, nie musi się martwić.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz