Czy ja byłem głodny? Tak właściwie, to nie. Zjadłem trochę wcześniej, i to jeszcze nie wszystko, i mi w zupełności to wystarczyło. Ale faktycznie, dobrze byłoby zejść. Posiedzieć chwilę wśród ludzi, poobserwować. Może czegoś podsłuchać? Odkąd tylko zostałem zaatakowany, raczej nie ruszam się stąd. Tylko pokój i chodzenie od łóżka do łazienki i z powrotem. No i ciągle musiałem mu powtarzać, że nic mi nie było. Bolało, owszem. Podobnie jak przy ranie po nożu musiałem uważać, by przypadkiem niczego nie rozerwać, albo nie naruszyć. Nie było to proste, bo rany były w miejscach troszkę niefortunnych, trudno byłoby ich nie naruszać. Wystarczy, że się na łóżku położę, przekręcę z boku na bok i już bandaże zakrwawione. Najważniejsze, że rana na przedramieniu dalej jest ładnie zszyta. Ona mnie najbardziej martwiła. Była głęboka, pozostała mi więc tylko nadzieja, że nie naruszyła żadnego mięśnia. To była moja dominująca ręka. Jak będzie z nią coś nie tak... Cóż. Będę mieć problem. Przestawię się na drugą rękę, owszem, ale do tej pracy lepiej mieć dwie ręce sprawne. To nie raz może uratować życie.
- Nie jestem głodny – powiedziałem spokojnie, starając się utrzymać beznamiętny wyraz twarzy. Czemu te rany tak długo się goją? W moim przypadku już to powinno prezentować się lepiej, a tymczasem goi się tak... powoli . Nie powinno to tak wyglądać. - Ale z chęcią bym się czegoś napił. I tak, mogę zejść na dół. Może byśmy też wzięli Futerko? Żeby nie siedział tutaj sam – zaproponowałem wierząc, że nie będzie z tym problemu. W końcu, będziemy go pilnować, i jak tylko zje, weźmiemy go na ręce. A dobrze, by było, jakby zobaczył coś więcej poza naszym pokoikiem.
- Dona nie będzie miała nam tego za złe? - zapytał, delikatnie marszcząc brwi.
- Skoro możemy mieć kota tutaj, to na dół też go możemy wziąć. Byleby go pilnować, by nie nabrudził, ale z tym nie będziemy mieć problemu. Prawda? - podszedłem do leżącego na fotelu kociaka i ostrożnie wziąłem go na ręce, by przypadkiem nic mi nie zrobił.
- Skoro uważasz, że to dobry pomysł – powiedział, podchodząc do mnie i delikatnie chwytając moją dłoń. - Daj znać, jakby cię coś bolało. Wrócimy wtedy do pokoju, i... i nie wiem, w czym by ci to miało pomóc – ciężko westchnął, martwiąc się o mnie.
- Daj spokój. To tylko ból. Nie umiera się od tego – odpowiedziałem spokojnie, musząc cały czas pamiętać, by niczego po mnie nie poznał. To było odrobinkę bez sensu, bo on na pewno widział, że mnie boli, nie jest w końcu głupi, jego zmysły były wyostrzone aż za bardzo, ale mimo tego wolałem udawać. Może dzięki temu będzie się mniej martwił.
- Chyba jednak mogą. Jeżeli ból jest zbyt duży, następuje szok, staje serce i tyle z takiego człowieka zostaje, proszę mi tu kitów nie wciskać – burknął, pusząc słodziutko swoje policzki.
- Na szczęście to nie jest żaden duży ból, martwić się o mnie nie musisz, serducho mi nagle nie stanie – obiecałem mu, całując go w policzek.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz