niedziela, 8 lutego 2026

Od Haru CD Daisuke

Nie chciałem nawet wspominać o tym, jak drogie były te róże ani gdzie musiałem ich szukać. Takie okazy nie są łatwo dostępne, znalezienie ich graniczyło z cudem. Kosztowały krocie, ale udało mi się. I prawda jest taka, że dałbym nawet trzy razy więcej, gdyby było to konieczne. Dla mojego ukochanego panicza byłem w stanie zrobić wszystko, nawet doprowadzić się do granic możliwości.
Chciałem, żeby choć trochę się na mnie odobraził, za ten prezent. Bo może i wiem, że w końcu zawaliłem i byłem tego aż nadto świadom. Zachowałem się okropnie i naprawdę było mi z tego powodu przykro. Powinienem pamiętać o jego urodzinach. To, że mam dużo na głowie, niczego nie tłumaczy. Powinienem być bardziej uważny, mniej rozkojarzony, a przede wszystkim, zwracać więcej uwagi na moją panienkę, która tak jasno dawała mi do zrozumienia, że czuje się zaniedbana.
Problem polegał jednak na tym, że ja naprawdę często go nie rozumiałem. Czasami było mi bardzo ciężko pojąć, czego tak naprawdę ode mnie oczekuje. Chciałem dać jej wszystko, czego potrzebuje, całą uwagę, troskę, zaangażowanie. Ale zbyt często obrywało mi się za coś, co w gruncie rzeczy nie było moją winą.
I chyba zaczęło mnie to męczyć. Ciężko było ciągle grać w tę grę, zgadywać zasady i za wszelką cenę próbować go uszczęśliwić, nie myśląc o tym, jak bardzo czasem wiele mnie to kosztowało. Jak trudne bywało znoszenie emocji, które dźwigałem w ciszy, starając się nie pokazać, że też mam swoje granice.
- To nieważne, ile mnie to kosztowało. Najważniejsze, że udało się je znaleźć. W zimie nie było to łatwe… ale mam nadzieję, że ci się podobają - Odparłem, uśmiechając się do niego łagodnie. W głębi duszy liczyłem, że choć odrobinę mi wybaczy to moje głupie, nieprzemyślane zachowanie.
- Wiesz… może nie wybaczę ci tego do końca - Stwierdził po chwili, wciągając głęboko zapach róż, które trzymał w dłoniach. - Ale i tak cieszę się, że chociaż trochę postarałeś się naprawić swój błąd.
Przymknął oczy. - Pięknie pachną. - Powoli podniósł się z łóżka. Odruchowo podszedłem bliżej i pomogłem mu wstać, dbając o to, by nie przemęczał niepotrzebnie swojego kręgosłupa. Oparł się na mnie na krótką chwilę, jakby to było czymś zupełnie naturalnym.- Widzisz? Jak chcesz, to jednak potrafisz - Dodał ciszej, po czym pochylił się i pocałował mnie w policzek.
Poczułem ulgę. Ogromną, niemal fizyczną. Może nie było to wybaczenie w stu procentach, ale i tak cieszyłem się, że nie jest już na mnie aż tak wściekły. Doskonale wiedziałem, że moje zachowanie było beznadziejne i właśnie dlatego ta drobna oznaka ciepła znaczyła dla mnie więcej, niż byłbym w stanie przyznać na głos.
- Jeszcze raz przepraszam… Naprawdę - Wyszeptałem, przytulając go delikatnie do siebie, jakby najmocniejszy uścisk mógłby go tylko spłoszyć. - Postaram się następnym razem nie zawalić. - Przez chwilę po prostu tak trwaliśmy, a ja zbierałem w sobie odwagę, by powiedzieć coś jeszcze coś, co choć odrobinę mogłoby zmazać moją winę. - Może chciałbyś, żebym przygotował ci jakieś ciasto? - Zaproponowałem ciszej. - Tort… albo jakiś deser urodzinowy. Cokolwiek. Powiedz tylko, na co masz ochotę, a obiecuję, że zaraz się za to zabiorę. - Mówiłem to całkowicie szczerze, gotów przygotować dla niego wszystko, na co tylko miałby ochotę, byle zobaczyć na jego twarzy cień uśmiechu i mieć poczucie, że chociaż w niewielkim stopniu udało mi się naprawić to, co wcześniej tak bardzo zepsułem.

<Paniczu? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz