wtorek, 17 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Przyznam, że jego słowa naprawdę mnie zaskoczyły. Nie spodziewałem się, że rzuci w moją stronę takie słowa. Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy mówi poważnie, czy może po prostu próbuje mnie sprowokować.
Czy on naprawdę uważał, że byłbym do tego zdolny? To znaczy… owszem, mógłbym. Miałem w sobie tę siłę, tę możliwość. Ale po co? Nie byłem wygłodzony, nie traciłem nad sobą kontroli. Potrafiłem nad sobą panować. Zawsze potrafiłem.
Jeśli dopadłbym jakiegoś człowieka i faktycznie go oczarował, zostawiłbym na nim ślad. A ślady nie znikają tak łatwo. Ktoś by je dostrzegł. Ludzie zaczęliby szeptać, potem panikować. Strach rozlałby się po ulicach jak trucizna. A tego właśnie chciałem uniknąć najbardziej.
Poza tym James nie przestawał szukać mojego pobratymca. Był zbyt dociekliwy, zbyt uparty. Co jeśli natrafiłby na mnie w najmniej odpowiednim momencie? Co jeśli zobaczyłby mnie pochylonego nad czyjąś szyją, z ustami splamionymi krwią? To byłby koniec, nie tylko dla mnie.
Nie. To nie miało najmniejszego sensu.
- A ty dobrze się czujesz? - Zapytałem chłodno, unosząc jedną brew i wbijając w niego uważne spojrzenie.
- Prawdopodobnie nie czuję się najlepiej - Przyznał spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewało zmęczenie. - To efekt ran. Ale to nie zmienia faktu, że powinieneś się najeść. Przez najbliższe kilka dni nie będę w stanie cię karmić. Nie możesz chodzić głodny. To nie będzie dla ciebie zdrowe… i obaj dobrze o tym wiemy. - Westchnąłem w duchu. Zdecydowanie za bardzo się o mnie martwił. Jakby nie miał własnych problemów. Powinien skupić się na sobie, na swoich ranach, na tym, by dojść do siebie. Ja naprawdę potrafiłem o siebie zadbać.
- Spokojnie, mój drogi - Odparłem łagodniej, niż zamierzałem. - O mnie się nie martw. Jeszcze z głodu nie umieram. A jeśli faktycznie poczuję się źle, pójdę zapolować. Znajdę jakieś zwierzę. Nie musisz aż tak się mną przejmować. - Machnąłem niedbale dłonią, jakby temat był zupełnie błahy. W rzeczywistości dobrze wiedziałem, że głód potrafi być podstępny, przychodził nagle i odbierał rozsądek. Na razie jednak byłem najedzony. Czułem w sobie spokój, kontrolę.
Nie będzie aż tak źle. A przynajmniej bardzo chciałem w to wierzyć.
Elian spojrzał na mnie tak, jakby chciał coś powiedzieć już od dłuższej chwili. W jego oczach czaiło się wahanie słowa najwyraźniej układały się w myślach, zanim pozwolił im wybrzmieć.
- A czy przypadkiem po zwierzęcej krwi nie czujesz głodu szybciej? - Zapytał w końcu cicho, jakby odpowiedź znał aż za dobrze.
Uniósł lekko brew, obserwując mnie uważnie. Nie próbował mnie oskarżać. Po prostu się martwił.
Westchnąłem pod nosem.
- Oczywiście, że nie jestem tak zaspokojony jak po ludzkiej - Przyznałem bez oporu. - To zupełnie inna siła, inne nasycenie. Ale znalezienie człowieka… zdrowego, odpowiedniego… i takiego, który później nie zacznie zadawać pytań ani nie wyda mnie komu trzeba… - Pokręciłem głową. - Zwłaszcza jeśli jeszcze trochę tu zostaniemy, to zbyt duże ryzyko. A więc po co ryzykować? - Mruknąłem ostatnie słowa bardziej do siebie niż do niego i wzruszyłem ramionami, jakby sprawa była oczywista.
Po chwili położyłem się obok niego. Bez słowa przysunąłem się bliżej, ostrożnie, jakby obawiając się, że sprawię mu ból. 
- Poradzę sobie - Dodałem ciszej, całując go w policzek.
Nie byłem pewien, czy próbuję przekonać jego… czy siebie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz