czwartek, 19 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy Draven rzeczywiście podążył za Jamesem. Ten wampir, którego znam, a przynajmniej wydaje mi się, że znam, nie zaatakowałby łowcy bez wyraźnego powodu. A jedynym powodem mogłoby być odnalezienie go… tak jak zrobił to Elian. I jak bardzo tego pożałował.
Mój partner niepotrzebnie wplątał się w tę sprawę. Powinien był zostawić to łowcy, który rzekomo miał się tym zająć. Elian miał jedynie pomóc, nic więcej. Stać z boku, przekazać informacje, zniknąć. A co zrobił? Wszedł w sam środek niebezpieczeństwa, jakby nie rozumiał, że igra z istotami, które nie wybaczają błędów. Naraził własne życie dla Łowcy, który bądźmy szczerzy i tak ma go całkowicie gdzieś.
- Nie jestem pewien, czy Draven i James się spotkają - Powiedziałem w końcu chłodno, choć w środku buzowało we mnie coś znacznie mniej opanowanego. - My, wampiry, nie atakujemy bez powodu. To wy rozpoczynacie tę pogoń. My jedynie się bronimy. - Doskonale wiedziałem, jak to brzmi z ludzkiej perspektywy. Potwory. Drapieżcy. Cienie czające się w mroku. Ale jako wampir widzę więcej. Czuję więcej. Wiem więcej, niż jakikolwiek człowiek byłby w stanie pojąć. I wiem też jedno każda historia ma dwie strony, a prawda rzadko kiedy leży po stronie tych, którzy krzyczą najgłośniej.
- Jesteś pewien, że to my was atakujemy? - Zapytał cicho, ale w jego głosie nie było wahania. - Gdybyście nie krzywdzili ludzi… gdyby twoi pobratymcy nie polowali na niewinnych, żaden łowca nie miałby powodu, by podnosić na was rękę. To wy prowokujecie ten atak. - Uświadomił mnie. I choć nie chciałem tego przyznać, w tej sytuacji miał rację. Niezależnie od tego, jak bardzo próbujemy odwracać role, najczęściej to my rozpoczynamy tę grę. A potem, gdy łowcy odpowiadają przemocą, nazywamy się ofiarami. Mówimy, że jesteśmy prześladowani, że krzywdzą nas bez powodu. Ale powód istnieje.
Atakujemy ludzi, bezbronnych, często niewinnych. Wmawiamy sobie, że to natura, instynkt, konieczność. Może to prawda. A może tylko wygodna wymówka. Jeśli sami sięgamy po krew, czy naprawdę możemy dziwić się, że ktoś sięga po broń?
- Może masz rację - Przyznałem w końcu ciszej, kiwając głową.
Poprawiłem się w jego ramionach, wsłuchując się w spokojny rytm jego oddechu. Jego ciepło było czymś tak przyjemnym, tak ludzkim. - Teraz jednak idź spać. Musisz odpocząć - Dodałem łagodniej. - Ja tu zostanę. Przypilnuję wszystkiego. A jeśli postanowię wyjść z pokoju, obudzę cię wcześniej. Nie zniknę bez słowa. - Uśmiechnąłem się delikatnie do ukochanego mężczyzny i musnąłem palcami jego włosy, jakby ten drobny gest miał być cichą obietnicą, że tej nocy będzie bezpieczne. I nikt nie będzie w stanie go skrzywdzić. Elian kiwnął głową i przyciągnął mnie jeszcze bliże.. Złożył ciepły, niespieszny pocałunek na moim czole.
- Spróbuj się zrelaksować - Powiedział cicho, niemal szeptem. - Nie możesz być cały czas spięty. Ja odpocznę… a ty przynajmniej spróbuj medytacji. Wiem, że to może ci pomóc. Jestem pewien, że poczujesz różnicę. - Najwyraźniej bardzo potrzebował, żebym się uspokoił. Żebym choć na chwilę przestał czuwać, analizować, przewidywać zagrożenia, które mogły nigdy nie nadejść. W jego objęciach wszystko wydawało się prostsze. Bezpieczniejsze.
- Spróbuję - Obiecałem.I naprawdę zamierzałem spróbować. 
~ Nic na tym nie tracę - Pomyślałem. Jeśli nawet medytacja nie uciszy chaosu w mojej głowie, przynajmniej jego uspokoi świadomość, że robię coś dla siebie. Dla nas.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz