W gruncie rzeczy to wcale nie był taki zły pomysł. W końcu Draven uparcie twierdził, że to ja zauroczyłem Eliana. Jakby to była jakaś misterna intryga z mojej strony. A prawda była znacznie prostsza, to on pierwszy wpadł w sidła własnego pożądania. Raz spróbował. Jeden moment słabości, jedna noc, jeden smak zakazanego owocu… i przepadł bez reszty.
To nie żadna wampirza magia go omotała. To nie mrok ani nadnaturalna aura. To ciało, którego nie potrafił sobie odmówić. Ciało, które raz posiadł i od tamtej pory nie umiał już o nim zapomnieć.
- No tak - Mruknąłem z kpiącym uśmiechem, pozwalając, by ostre kły błysnęły w półmroku. - Głupiec, który raz spróbował smaku grzechu i teraz nie potrafi się od niego oderwać. Co się w sumie dziwić, każdy chciałby mieć to ciało dla siebie - Elian uśmiechnął się powoli, jak drapieżnik pewny swojej ofiary albo może raczej swojej słabości.
- Oczywiście - Odpowiedział niskim mruczącym głosem. - Kto inny tak pięknie jęczałby moje imię, wypijając ten tyłek w moją stronę? Dając się pieprzyć tak jak mi się podoba. Tylko ty potrafisz postawić mnie na baczność jednym spojrzeniem. - Jego dłoń, jakby dla podkreślenia słów, zsunęła się powoli po moim boku i zatrzymała na biodrze. Palce zacisnęły się lekko, stanowczo, a ja poczułem, jak między nami gęstnieje powietrze, ciężkie od niedopowiedzianych obietnic.
- Uważaj - Wyszeptałem, pochylając się bliżej, tak że nasze oddechy niemal się zmieszały. - Jeszcze chwila, a naprawdę uwierzysz, że to ja tobą steruję. - Szepnąłem, całując go w nos.
- A może już w to wierzę? - Odparł cicho.
W jego oczach nie było już żartu. Tylko głód. I świadomość, że obaj doskonale wiemy, jak ta gra się kończy.
- Cóż… masz prawo wierzyć w to, w co chcesz - Wyszeptałem, muskając jego wargi własnym oddechem. - A ja nie mam zamiaru ci tego zabraniać. - Przez krótką chwilę trwałem tak blisko, czując ciepło jego skóry i napięcie, które w normalnych okolicznościach dawno wymknęłoby się spod kontroli. Gdyby nie był ranny, ta bliskość byłaby o wiele bardziej żywa. Bardziej niebezpieczna. Bardziej ekscytująca. Zamiast żartów byłyby przyspieszone oddechy i dłonie, które nie potrafią się zatrzymać.
Ale teraz mogliśmy jedynie drażnić się słowami. Przeciągać spojrzenia. Smakować obietnicę zamiast spełnienia.
Uśmiechnąłem się lekko i cofnąłem odrobinę, pozwalając, by napięcie opadło do bezpiecznego poziomu.
- A teraz pora odpocząć - Dodałem już ciszej, łagodniej. - Jeśli jutro naprawdę zamierzasz zabrać mnie na randkę, musisz nabrać sił. - Wyślizgnąłem się z jego objęcia i ułożyłem wygodnie na poduszce, poprawiając kołdrę z udawaną obojętnością. Jednak kącik moich ust wciąż zdradzał rozbawienie.
Elian westchnął cicho. W tym dźwięku wyraźnie pobrzmiewała irytacja, ta sama, którą czułem w sobie. Oboje tego chcieliśmy. Oboje mieliśmy ochotę przesunąć granicę, przestać udawać, że to tylko niewinne droczenie się.
Ale nie teraz. Nie dziś. Nie w tej chwili.
Jego rany były zbyt świeże, a ja, mimo całej swojej drapieżnej natury, nie byłem aż tak okrutny, by wykorzystać jego słabość. Choć w głowie przemknęła mi myśl, jak inaczej mogłaby potoczyć się ta chwila gdyby los był dla nas łaskawszy.
- Wiesz, że gdyby nie te rany… wziąłbym cię teraz? - Zapytał niskim głosem.
Uniósł lekko podbródek, jakby rzucał mi wyzwanie. A mnie to tylko rozbawiło.
Naprawdę się uzależnił, pomyślałem z satysfakcją. Nie musiałem używać żadnej magii. Wystarczyło, że byłem sobą.
- Naprawdę? - Wymruczałem z udawaną niewinnością, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. - Nie spodziewałem się tego po takim grzecznym łowcy. - Uśmiechnąłem się powoli, prowokująco, bawiąc się przy tym jak zwykle bardzo dobrze.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz