sobota, 21 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

To akurat mnie najmniej interesowało. Chciałem po prostu, by się od niego odczepiła. Nie zrobił jej nic złego. Nakrzyczał na jej córkę, bo zrobiła mu fizyczną krzywdę, o czym oczywiście nie ma i nie może mieć pojęcia... nie zmienia to jednak faktu, że jej tłumaczyliśmy wszystko.  Lidia niepotrzebnie się pchała, pomimo naszej niechęci i właściwie braku zgody. No ale oczywiście, matka zawsze będzie stać za córką. Trochę szkoda. Chciałbym, żeby się dogadywali, ale widzę, że do tego nigdy nie dojdzie. 
- Jakoś będzie musiała to zdzierżyć – powiedziałem cicho, z cichą ulgą siadając. To wszystko za bardzo mnie bolało. Głupie rany. Coś ewidentnie było nie tak, skoro tak długo się goiły. Ale to przez mój organizm? A może coś było w jego pazurach? Skąd ja mam wiedzieć, co mu tam w głowie siedzi? Wampiry są bardzo przebiegłe. Wpadają na dziwne pomysły, byleby przetrwać, albo bardziej nam dopiec. - Może to się zmieni, kiedy Lidia sobie kogoś znajdzie – dodałem, trzymając nieco mocniej Futerko. Kociak był zaciekawiony wszystkim, co tu się dzieje, a jednocześnie był też przerażony. Ciekawy widok.
- Sądzisz, że będzie w stanie pokochać kogoś innego niż ciebie? - spytał cicho, unosząc jedną brew. 
- Jestem wręcz pewien. Kręci się tutaj mnóstwo osób, tak? Na pewno ktoś inny w jej oko wpadnie, kiedy ja będę na drugim końcu świata. Ileż to można kochać kogoś, kto cię nie kocha? To musi być frustrujące. Może w końcu też dorośnie, i nauczy się, że do miłości mnie nie zmusi – wzruszyłem ramionami. Tak czy siak, to mnie nie obchodzi. Miałem osobę, z którą spędzę resztę życia. I to jest niepodważalne. 
- Nie wiem. Na razie naprawdę jest w ciebie zapatrzona. To irytujące – mruknął, patrząc gdzieś w bok. Mój biedaczek... naprawdę się przejmuje. Jakby miał czym. 
- Wytrzymaj jeszcze chwilkę. Zrobi się odwilż, i wyruszymy  w podróż. A jak tutaj wrócimy za parę lat, na pewno będzie zupełnie inaczej – wyznałem, patrząc na niego z uwagą, co go ewidentnie zaskoczyło. 
- Za parę lat? - powtórzył, lekko przechylając głowę. 
- Chcę ci pokazać morze. Nie ma mowy, że zdążymy w tym samym roku tutaj wrócić, więc skoro nie zdążymy, może byśmy nad tym morzem na jakiś dłuższy czas się zatrzymali? Pozwiedzali. Jak nie będzie ci się podobać... zobaczymy, gdzie nas wiatr poniesie. Póki żyję, chciałbym pokazać ci jak najwięcej – przyznałem, nagle podnosząc kociaka wysoko, a to wszystko dlatego, że biegł w jego kierunku psiak. Jakiś gość przyszedł tu ze swoim czworonożnym przyjacielem, i nie za bardzo potrafił go upilnować. Pies nie wyglądał na agresywnie nastawionego, wręcz przeciwnie, chciał się bawić, ale to był jednak duży psiak, z wielką paszczą. No a nasz kociak był malutki. Nieumyślnie mógłby mu zrobić krzywdę. Rozległ się jednak gwizd i zwierzak prawie że od razu wrócił do właściciela. 
- Głupi kundel – odpowiedział niezadowolony Serathion. No tak, on bardzo nie lubił psiaków, chociaż nie ma co do tego żadnych powodów. 
- Przyszedł się zaprzyjaźnić, zareagował na wezwanie właściciela od razu... zachowywał się jak całkiem mądry psiak – wzruszyłem ramionami, nie widząc niczego w nim złego. Zwierzak jak zwierzak. 

<Różyczko? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz