Dzisiejszego poranka obsługiwała mnie Lidia, która jak zwykle była dla mnie bardzo miła. I nie wiem, czy powinienem o tym wspominać Serathionowi. Już raczej wie, że interesuje mnie jedynie on, ale wolę nie niszczyć mu humoru, który i tak już jest bardzo kruchy. Z drugiej strony, i tak zaraz wyczuje, że kłamię. Wystarczy, że lekko zadrży mi głos, mocniej zabije serce, a on już o tym wie. Nie było więc sensu mówić mu kłamstwa. A może bezpieczną półprawdę? Chociaż, gdzie ja tu mu powiem półprawdę? Aż tak kombinować to mi się nie chciało.
– Nie było jej. Lidia mówiła, że poszła załatwić jakieś sprawy na mieście – odpowiedziałem spokojnie, stawiając dzbanek, który trzymałem w lewej ręce, na stół, oraz miskę z jedzeniem dla kota na podłogę. Trochę było mi ciężko nieść dwie te rzeczy, zwłaszcza z tą ręką, ale jakoś podparłem miskę o lewe przedramię i dałem radę. Skoro tak ma wyglądać moje życie, muszę jakoś kombinować. Bez tego sobie nie poradzę.
– Super. Tylko jej mi tu brakowało – burknął, delikatnie pusząc policzki. Nie rozumiałem, dlaczego samo wspomnienie jej imienia wywołuje w nim taką reakcję. Czy mogę w ogóle coś zrobić, by nie czuł tej złości? Udowodniłem mu chyba na wszystkich płaszczyznach, że kocham tylko i wyłącznie jego. Że tylko i wyłącznie on mnie interesuje. A jednak do dalej w nim siedzi.
– Jeśli to cię pocieszy, to tym razem nie próbowała mnie podrywać. Chyba. Tak mi się przynajmniej wydaje – dodałem, kierując się powoli do łóżka, by móc się do niego przytulić.
– Wydaje ci się? – powtórzył moje słowa, unosząc jedną brew. – A co to niby ma znaczyć?
– To, że może trochę racji masz. Może faktycznie nie poznaję, kiedy ktoś się do mnie zaleca. Ale teraz nie zauważyłem tych typowych zachowań, które zaliczają się do podrywania. Była miła, jak zawsze, ale i kontakt cielesny był znikomy, kontakt wzrokowy pozostał na normalnym poziomie, nie proponowała żadnych wyjść, czy czegoś w tym stylu. Możesz być więc spokojny – powiedziałem łagodnie, chwytając go w pasie i przyciągając do siebie, by go przytulić. Kiedy tylko był blisko mnie, poczułem cudowny zapach róż. – Cudownie pachniesz – dodałem, po czym ucałowałem go w skroń.
– Skorzystałem z twojej rady – odparł, ewidentnie zadowolony z mojego komplementy. – Ale na tę dziewczynę uważaj. Ona coś kombinuje. Jeszcze nie wiem, co... Ale coś mi tu nie gra.
– Nie martw się. Poza tobą nikt inny mnie nie interesuje i nie zainteresuje – obiecałem, poprawiając kosmyki jego włosów, które znów były takie błyszczące, mięciutkie i pachnące. Jeszcze tylko te oczy... ale nie mogę mu w tej chwili pomóc. Znaczy się, bardzo bym chciał, ale on mnie chce. Twierdzi, że jeszcze musimy poczekać, chociaż nie czułem się już tak źle.
– Jesteś strasznie pewny siebie – odpowiedział, jakby z lekkim przekąsem.
– A czemu miałbym nie być? Skoro po tylu latach tylko ty byłeś się w stanie tak wokół mnie zakręcić, to coś w tym wszystkim musi być – odparłem łagodnie, gładząc jego policzek.
<Różyczko? c;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz