Gdy ruszyłem do kuchni, poprosiłem kucharza, aby przygotował dla mojego panicza coś lekkiego, a zarazem pożywnego i soczystego. Chciałem, by po porodzie jego organizm szybko doszedł do siebie, lecz nie był nadmiernie obciążony. To niezwykle ważne, aby w tych pierwszych godzinach poczuł się lepiej i by jego ciało mogło spokojnie, stopniowo wracać do sił.
Sam w tym czasie przygotowałem dla niego ciepły napój. Gdy delikatna para unosiła się znad kubka, ruszyłem z nim do sypialni. Służba miała wkrótce przynieść posiłek, więc o to nie musiałem się martwić.
- Już jestem. Przyniosłem herbatę. Kucharz przygotowuje twój posiłek - Odezwałem się łagodnie, wchodząc do komnaty.
Dopiero wtedy dostrzegłem przerażenie malujące się na jego twarzy. Zmarszczyłem lekko brwi i podszedłem bliżej łóżka, gdzie leżał z dziećmi.
- Coś się stało? - Zapytałem ciszej, unosząc jedną brew i pochylając się nad moją małą rodziną.
- Jedno z dzieci się obudziło… Patrzy na mnie, a ja nawet nie wiem, który to chłopiec, a która dziewczynka - Wyjaśnił drżącym głosem. W jego oczach czaiła się szczera, bezradna panika.
Na ten widok uśmiechnąłem się ciepło. Odstawiłem kubek na szafkę nocną i ostrożnie wziąłem od niego maleństwo.
- To nasza mała córeczka - Powiedziałem łagodnie, spoglądając na drobną twarz Sayuri. - Patrzy, choć jeszcze nie widzi. Na to jest zdecydowanie za wcześnie. Dzieci w tym wieku uczą się przede wszystkim słuchem. Powinieneś do niej mówić… Twój głos to teraz wszystko, czego potrzebuje. - Podałem mu kubek do wolnej dłoni, pomagając mu napić się herbaty.
- Jak ty ich rozpoznajesz? - Zapytał z niedowierzaniem, przyglądając mi się uważnie. - Przecież wyglądają identycznie. - Zaśmiałem się cicho.
- Sam nie wiem. Po prostu… czuję to. W tej chwili trzymasz naszego synka, a ja naszą córkę - Odpowiedziałem spokojnie.
Przytuliłem maleństwo bliżej do piersi, czując, jak ogarnia mnie ciepło. Wiedziałem, że teraz najbardziej potrzebują bliskości, spokoju i miłości, a my razem uczymy się, jak im to dać.
- Wygląda na to, że tylko ja w tym związku będę złym rodzicem - Powiedział cicho, ze smutkiem w głosie. - Skoro już teraz nie potrafię ich rozpoznać… to chyba naprawdę nie nadaję się na ojca. A może na matkę, sam nie wiem kim będę dla naszych dzieci. - Nie mogłem się z tym zgodzić. W tym momencie niepoznawanie dzieci niczego złego nie oznaczało. Po tym ciężkim porodzie jego ciało i umysł przeżywały szok, ból i zmęczenie. To normalne, że potrzebował czasu, by ogarnąć całą sytuację.
- Nie, kochanie - Powiedziałem spokojnie, biorąc go delikatnie za rękę. - To nie znaczy, że jesteś złym rodzicem. Daj sobie czas. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, rozpoznasz, który to nasz syn, a która nasza córka. Teraz najważniejsze jest, byś odpoczął i trochę się rozluźnił. Wszystko inne przyjdzie naturalnie. - Uśmiechnął się niepewnie, a ja poczułem, jak ulga powoli rozlewa się po jego twarzy. W tym momencie wiedziałem, że wsparcie, spokój i cierpliwość były ważniejsze niż natychmiastowa perfekcja.
- Pamiętaj bez względu na to co by się nie działo, ja będę przy tobie i wesprę cię bez względu na wszystko, jesteśmy świeżymi rodzicami mamy prawo niewiedzieć i prawo się uczyć ale mimo to wiem, że świetnie sobie poradzimy - Zapewniłem, całując jego smukłą piękną dłoń.
<Paniczu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz