Zdusiłem w sobie westchnięcie irytacji. Wiedziałem, że nie chciał źle. Wiedziałem, że mnie wspierał. Ale to wszystko było takie trudne dla mnie. Z jednej strony, bardzo chciałem już urodzić, mieć już to za sobą. Z drugiej, bardzo się bałem, jak ten poród się może dla mnie skończyć. Jakoś tak czułem podświadomie w kościach, że to się może dla mnie źle skończyć, że nie dam sobie rady, że to ciało jest za słabe na poradzenie sobie z urodzeniem aż dwójki dzieci, jedno po drugim. Jak widziałem swój brzuch, przerażał mnie on. Jak duże muszą być te niby kruszynki? Nie wiem, jakim cudem moja skóra jest aż tak rozciągliwa... Przecież ja powinienem pęknąć, i to dosłownie.
– To nie takie proste. Czuję, że nie dam sobie rady – wyszeptałem mu do ucha, zagryzając wewnętrzną część policzka. Położyłem dłoń na swoim brzuchu, delikatnie się krzywiąc. Już od jakiejś godziny nękały mnie te okropne skurcze, ale aż tak bardzo się tym nie przejmowałem. Im bliżej ciąży, tym częściej miałem albo skurcze, albo dzieciaki kopały w jakieś moje organy wewnętrzne. I z dwojga złego, te skurcze nie były takie złe. Nie bolały mnie aż tak, no i pojawiały się raz na jakiś czas. Chociaż dzisiaj trochę długo to wszystko trwa. Dopiero to ósmy miesiąc... a co to dopiero będzie za te kilkanaście dni? Chociaż, skoro zamierzają mnie ciąć, to może być jeszcze gorzej.
– Nie jesteś sam. I nie będziesz – obiecał mi, całując w skroń. – Wszystko w porządku? Jesteś strasznie spięty, drżysz... coś się dzieje?
– Skurcze. Trochę mnie już męczą – przyznałem, zerkając na swój brzuch. Za chwilę jednak mi przejdą. Zawsze tak jest.
– Wezwać medyka? – zaproponował, na co pokręciłem głową. I co ma mi zrobić? To po prostu musi przejść, i tyle.
– Nie, nie, lada moment mi to minie – powiedziałem, biorąc głęboki wdech i wydech. – Może... może zioła mi pomogą? – powiedziałem, ale głównie dlatego, by dać mu jakieś zajęcie. Czułem, że już zaczyna się martwić. A jak on się zacznie przy mnie martwić, to ja tu chyba oszaleję.
– W porządku, już ci idę coś przygotować. Poczekaj tu na mnie – poprosił, po czym ucałował mnie w czoło i opuścił pokój.
Wziąłem kilka głębokich wdechów, a następnie powoli podniosłem się z łóżka. Skierowałem swoje kroki do łazienki, czując się jakoś... dziwnie. Może jednak coś było nie tak? Nie, pewnie przesadzam. Po prostu mnie boli. Bardzo boli. To wszystko. Robiłem powoli krok za kroczkiem, a kiedy ledwo dotarłem do łazienki, poczułem, jak moja sukienka staje się mokra. Spojrzałem w dół i z moje serce zamarło. Czy mi właśnie... odeszły wody? Czy to już się zaczęło? Ale... to za wcześnie. To jeszcze nie ich czas. Nie mogą rodzić się teraz. Oddychałem szybko czując, jak ogarnia mnie panika. Co ja teraz powinienem zrobić? Haru... gdzie jest Haru? Krzyknąłem cicho, bo skurcz, który właśnie nadszedł, był znacznie silniejszy niż każdy jeden do tej pory.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz