sobota, 14 lutego 2026

Od Haru CD Daisuke

 Za bardzo się tym wszystkim przejmował. Widziałem to w jego oczach niepewność, lęk, tysiące pytań, na które nikt nie znał odpowiedzi. A przecież mieliśmy siebie. Poradzimy sobie razem. Ja będę przy nim, on będzie przy mnie. A z nami będą dwa maluchy, które już niedługo pojawią się na świecie.
Musimy poczekać jeszcze chwilę, ale kiedy już będą z nami, całe nasze życie się zmieni, tego byłem pewien. Będzie kolorowo, będzie śmiesznie, czasem chaotycznie. Będą nieprzespane noce, pierwsze uśmiechy, pierwsze kroki. Będzie też zmęczenie, bezsilność i chwile zwątpienia.
Nie może być przecież tylko słodko i idealnie. Przyjdzie płacz, przyjdzie smutek, może nawet rozczarowanie. Będą dni, kiedy któreś z nas nie wytrzyma i będzie miało dość. Ale to nic. Jakoś sobie z tym poradzimy. Razem.
- Będzie dobrze, skarbie. Poradzisz sobie z tym, tak jak i ja. Oboje damy radę. Pamiętaj, że będąc razem, mamy wszystko - Wyszeptałem, delikatnie całując jego usta.
- Obyś miał rację… bo ja sam nie jestem tego pewien - Odpowiedział cicho.
Te słowa wystarczyły, żebym zrozumiał, że muszę być dla niego jeszcze większym oparciem, niż sam chciałby o to prosić. Czasem miłość polega właśnie na tym, by stać mocniej wtedy, gdy druga osoba zaczyna się chwiać. W końcu jesteśmy razem. A skoro jesteśmy razem, stworzymy rodzinę, bez względu na wszystko.
- Na pewno mam - Zapewniłem.
Nie powiedziałem już nic więcej. Po prostu przy nim byłem. Trwałem, obejmując go tak, jakby w tym uścisku mogła zmieścić się cała moja obietnica. W jego urodziny nie potrzebował wielkich słów. Potrzebował pewności, że nie jest w tym sam...

Dni znów zaczęły powoli mijać. Mój panicz… cóż. Raz zachowywał się lepiej, innym razem gorzej. Czasem był czuły i spokojny, a czasem zamykał się w sobie, jakby walczył z czymś, o czym nie potrafił mówić. Bywało, że drażniło mnie to niemiłosiernie.
Ale milczałem.
Przyzwyczaiłem się już do tego, że zawsze jest coś nie tak. Nieważne, co zrobię, czasem i tak będzie źle. A jednak mimo wszystko zostawałem. Bo miłość to nie tylko łatwe dni. To też te trudne, kiedy trzeba zacisnąć zęby i zostać obok, nawet jeśli w środku wszystko krzyczy.
Mój panicz, im bliżej porodu, tym bardziej się stresował. Z każdym kolejnym dniem napięcie w nim rosło, jakby odliczał godziny do czegoś, czego jednocześnie pragnął i panicznie się bał.
Ciągle powtarzał, że nie da sobie rady. Że to wszystko było błędem. Że nigdy nie powinien zajść w ciążę. Że to było głupie, nieprzemyślane, że zniszczy nam życie. Mógłbym godzinami przytaczać jego słowa pełne niepewności, które w moich uszach nie miały najmniejszego sensu.
Był silny. Był piękny. Był mądry.
I choć teraz tego w sobie nie widział, wiedziałem, że sobie poradzi. Przecież nie będzie z tym sam. Ja będę przy nim. Zawsze. Bez względu na to, co miałoby się wydarzyć.
Kochałem go, nawet jeśli czasem zachowywał się tak, że wystawiał moją cierpliwość na próbę. Kochałem go w jego sile i w jego słabości. W pewności i w zwątpieniu.
- Daisuke, będzie dobrze. Naprawdę. Proszę cię, uspokój się. Nic złego się nie stanie. Powinieneś więcej odpoczywać, a mniej się martwić. To zdecydowanie ci nie służy. - Objąłem go mocniej, pozwalając, by wtulił twarz w moje ramię. Dając mu oparcie którego teraz potrzebował.
 
<Paniczu? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz