poniedziałek, 9 lutego 2026

Od Daisuke CD Haru

 Czy ja coś chciałem...? Sam nie wiem. W sumie, w urodziny zawsze jadłem coś słodkiego, by po prostu było mi jakkolwiek miło w tym dniu. Ale czy w tym stanie zasługiwałem na jeszcze jakiekolwiek kalorie? I tak dużo jadłem w ciągu dnia. Czułem się źle sam ze sobą, że aż tyle jem, a jednocześnie czułem się momentami tak straszliwie głodny. Nie potrafiłem znaleźć złotego środka, by w końcu się czuć dobrze. Muszę jeszcze wytrwać niecałe trzy miesiące. Medyk mówił, że poród należy przeprowadzić wcześniej, by było bezpiecznie zarówno dla mnie i dla dziecka, znaczy, dzieci. Dalej nie potrafiłem się przyzwyczaić do myśli, że noszę w sobie dwa małe szkraby. 
– Sam nie wiem. Chyba jestem już i tak wystarczająco przy kości – westchnąłem cicho, patrząc na swoje zmęczone odbicie. Niektóre kobiety w ciąży promieniują zdrowiem, radością, pięknem, a ja? Z dnia na dzień jest ze mną coraz to gorzej. 
– Daj spokój. Jedynie brzuch masz duży, co jest normalne, nosisz w sobie dwójkę naszych dzieci, więc to całkowicie normalne. A twoja buzia, ręce, nogi... to wszystko masz takie drobne, chudziutkie. Podziwiam, że masz siłę utrzymać prostą postawę, i w ogóle że możesz chodzić. Ja miałbym pewnie z tym wielki problem – ujął moją twarz w swoje dłonie, gładząc mój policzek. – Poza tym, to twoje urodziny. Dyspensa jak najbardziej wskazana. 
– Może faktycznie coś bym zjadł. Coś słodkiego... – westchnąłem cicho, rozmarzony. – Na maliny mam ochotę. 
– Maliny... coś wymyślę. Pomóc ci z kwiatami? – zaproponował, hyba nie chcąc, bym się za bardzo przemęczał. 
– Możesz wlać wodę do wazonu. Resztą ja się zajmę – odpowiedziałem, nie chcąc go bardziej kłopotać. 
Haru zrobił o co go poprosiłem, a przed opuszczeniem pokoju pocałował mnie w czoło. Znowu go nie będzie jakąś godzinę... Jak wróci, chciałbym z nim spędzić trochę czasu. Dzisiaj tak mało go dla siebie miałem... tęskniłem za nim. I dzieciaki mają chyba podobne zdanie. Ciekawe, jakiej płci są. A jak będą to bliźniaki jednojajowe? Będę je potrafił rozpoznać? A jak nie będę w stanie stwierdzić, który to który? Czy to będzie znaczyło, że jestem złą matką? Ojcem? Kim ja w ogóle będę dla tych dzieci, jak wrócę do swojej płci? Dalej będą mogły mówić do mnie „mamo”? A jak będą się mnie wstydzić? Albo wstydzić tego, z jakiego domu pochodzą, że nie mają normalnej rodziny? 
Cicho westchnąłem, zaciągnąłem się jeszcze raz zapachem róż i dopiero wtedy włożyłem je do wazonu. Przepiękne... szkoda, że przynosi mi ich tak mało. Rzadko dostaję od niego kwiaty, tylko na przeproszenie albo z jakiejś okazji. Rozumiem, że teraz nie jest na to odpowiednia pora, ale jakby było cieplej, mógłby czasem wrócić z jakimś bukietem. 
Powoli wróciłem do łóżka, musząc obejrzeć jeszcze drugi prezent. Usiadłem na materacu i otworzyłem czerwone, welurowe pudełeczko. Moim oczom ukazał się naszyjnik wykonany ze złota z misternie wykonaną złotą różyczką. Róże, teraz złoty naszyjnik... wiem, że nie lubi brać naszych pieniędzy i na takie rzeczy wykorzystuje to, co zarobi w straży. I chociaż odchodzą mu wydatki na ubrania, ocieplenie, jedzenie, to dalej nie jest jakaś porażająca kwota. Wystarczyłyby mi same róże. Albo jakieś inne kwiaty. To zdecydowanie za dużo. 
– Mam nadzieję, że nie jest przeklęty jak ostatni prezent – powiedziałem cicho, decydując się go założyć na swoją szyję. Nie chciałbym się zamienić znów w kota, czy w coś innego, bo owszem, ja to jakoś przeżyję, ale dzieci? O nie najbardziej się martwiłem.

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz