Jeszcze przez chwilę się mu przyglądałem zastanawiając się, czy Serathion zgadzał się, bo chciał spróbować, czy zgadzał się, bym ja w spokoju zamknął oczy i oddał się w objęcia Morfeusza. Wydawał się być jednak szczery, trochę niepewny, owszem, ale chciał dać temu szansę. Jak zrobi to dobrze, może będzie miał swoją alternatywę do snu. Szkoda, że nigdy nie miał sposobności, by spróbować snu. Sen, śnienie było jednak czymś niezwykłym. To, jakie rzeczy może wyśnić człowiek potrafiło być naprawdę niesamowite. Albo straszne. Wszystko zależało od tego, jakie emocje targają człowiekiem.
- Pomóc ci? Przeprowadzić cię przez ten proces? - zapytałem, oczywiście jak zwykle chętny do pomocy. Chciałbym, żeby naprawdę znalazł coś dla siebie.
- Sądzisz, że nie dam sobie rady z czymś tak prostym jak medytacja? - spytał, na co uniosłem brew. Oj, zdecydowanie nie da sobie rady.
- Tak. Przede wszystkim dlatego, że uważasz to za coś prostego. Najpierw powinieneś się wygodnie ułożyć, tak, by ci było jak najbardziej komfortowo. Możesz się położyć, usiąść, wtulić w moje ramiona... jak ci wygodnie, możesz nawet szpagat zrobić – powiedziałem spokojnie, na co cicho się zaśmiał.
- Chyba na razie odpuszczę szpagat i spróbuję tak, jak teraz. Dobrze mi tak, jak teraz jest – powiedział łagodnie.
- W porządku. Zatem, by ci było łatwiej, zamknij oczy. I wsłuchaj się w mój głos. Wykonuj polecenia, dobrze? - poprosiłem, będąc oczywiście całkowicie poważny. W przeciwieństwie do niego, na jego twarzy błądził uśmieszek. Ale zamknął oczy, tak, jak go o to poprosiłem. - W porządku. A teraz skup się na głębokich oddechach, nawet jeśli tego nie potrzebujesz. Wdech. I wydech. Nadaj sobie rytm.
Odczekałem chwilę, jak Serathion się wczuje, i nabierze powagi. Uśmiech w końcu zniknął, i zaczął oddychać spokojnie. Rytmicznie. Dałem mu jeszcze chwilę, nim przeszedłem z nim do następnego etapu.
- W porządku. Teraz skup się na tym, co słyszysz – poprosiłem.
- Mam ci mówić, co słyszę?
- Możesz. Może dzięki temu będzie ci lepiej. Skup się na tym, co czujesz, a nie, dlaczego to się dzieje. Nie myśl. Czuj – wyjaśniłem mu łagodnie.
- No dobrze... Słyszę bicie twojego serca. Spokojne, miarowe. Szum krwi płynącej w twoich żyłach. Mruczenie Futerka. Rozmowy na dole, ale nie jestem w stanie zrozumieć wiele. Szum wiatru na zewnątrz. I to chyba wszystko – mówił spokojnie, chociaż trochę niepewnie, jakby myślał, że jest w stanie usłyszeć więcej.
- Rozumiem. A teraz węch. Co czujesz? - prowadziłem go dalej.
- I na tym ta cała medytacja polega? Na tym, co czuję? - zapytał, otwierając oczy i zerkając na mnie.
- Dokładnie. Na wyłączenie myśli, i na skupieniu się po kolei na swoich odczuciach. Zobaczysz, pomoże ci to – powiedziałem, poprawiając jego włosy.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz