Czułem, że Serathion jeszcze nie czuł się najlepiej, jednak nie miałem za wiele czasu. Jak za długo bym się ociągał, James mógłby nabrać jakichś podejrzeń... albo stwierdziłby, że zdecydowałem się na szybki numerek. Po tym, co zobaczył, w jakiej sytuacji nas zobaczył, mógłby o tym pomyśleć... nie znam go jeszcze na tyle, by być pewnym. Nie wiem, jak myśli. Na razie się wydaje głupi, nieco łatwowierny, ale to może być ułudą. Rozgryzę go. Dowiem się, o co tu w tym wszystkim chodzi.
– Lepiej, żeby cena była odpowiednia. Mój poranek miał wyglądać zupełnie inaczej – rzuciłem nonszalancko, siadając leży stoliku, przy którym siedział łowca. James wyglądał na jeszcze młodszego ode mnie, a ja i tak byłem wyjątkowo młody jak na samotnego łowcę. Czasy muszą być naprawdę ciężkie, skoro tak młody człowiek już ma bronić ludzkość przed krwiożerczymi potworami.
– Naprawdę wszystko musi się kręcić u ciebie wokół pieniędzy? – spytał, delikatnie marszcząc brwi. O tak, zdecydowanie był jednym z tych początkujących. Nie zna jeszcze wartości pieniądza. Ale szybko się przekona...
– Pieniądze to ważna kwestia w tej branży. Za co kupisz wyposażenie? Albo wikt i odpoczynek? Lepiej przy walce z wrogiem być najedzonym i wypoczętym – rzuciłem, przeczesując dłonią włosy. – W czym tak konkretnie potrzebujesz mojej pomocy? Skoro go wytropiłeś aż tutaj, z zabiciem go powinieneś dać sobie radę.
– Mój zleceniodawca nie chce, bym go zabijał. Chce, bym go schwytał – na te słowa uniosłem brwi. Cholera, to jest wyjątkowo źle brzmiało. Zaczynało się, jak moje zlecenie... no, ale też ludzie są różni. Niekoniecznie to musi okazać się zlecenie na Serathiona.
– Podziwiam za podjęcie się tego zlecenia. Ja bym sobie odpuścił. Same problemy ze schwytaniem ich, a co dopiero z doprowadzeniem do celu – mruknąłem. Cóż, przed Serathionem oczywiście, że brałbym takie zlecenie w ciemno. Ale teraz? Dwadzieścia razy musiałbym się upewnić, że to nie jest nic podejrzanego i że ten wampir faktycznie jest tym złym.
– Chciałbym spróbować. To zawsze coś innego niż zabijanie – stwierdził, wyciągając zza pazuchy pergamin ze zleceniem. Od razu rzuciłem na niego okiem... i nie chodziło o Serathiona, tylko o wysokiego blond młodzieńca. Musiałem powstrzymać się od głośnego westchnienia ulgi. Jest bezpieczny, dopóki ten wampir nie zechce się z nim skontaktować. Bo co, jeżeli pomyśli, że mu pomoże? A jak przy schwytaniu go wyda? Nie no, Serathion by tego nie zrobił. W końcu, też raczej nie był z lubianego rodu.
– I co tam takiego masz? – mruknąłem nie do końca zadowolony. Trochę się odseresowałem, owszem, ale dalej nie uśmiecha mi się to, by mu pomagać. Po co? No ale jak już coś poprosił, to coś tam zrobię. Doradzę. Może wspaniałomyślnie wywabię tego blondynka. I niech się cieszy, że tyle robię.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz