Mimowolny uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy jego słowa w końcu do mnie dotarły. Oczywiście, że lubiłem jego głos, chyba nawet bardziej, niż mógłby sobie wyobrażać. Był dla mnie czymś znajomym, kojącym. Jednak w tej chwili nie miałem ani nastroju, ani ochoty na rozmowy.
Dieta oparta na zwierzęcej krwi nie nasycała tak, jakbym tego chciał. Zaspokajała głód tylko powierzchownie, pozostawiając gdzieś pod skórą tępy, drażniący niedosyt. Ale jeszcze trochę. Może jutro uda mi się znaleźć coś… lepszego.
- Lubię. Ale nie wtedy, kiedy gadasz głupoty - Stwierdziłem spokojnie, patrząc mu prosto w oczy, gdy tylko ułożył głowę na poduszce obok mnie.
Elian prychnął cicho i bez pytania przyciągnął mnie bliżej, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.
- Ja nigdy nie mówię głupot - Odparł z udawaną powagą. Posłał mi spojrzenie, które chyba miało mnie przestraszyć albo przynajmniej zmusić do wycofania się z tych słów.
Na próżno.
- Oczywiście - Westchnąłem, przypominając sobie coś nagle. - A, zapomniałbym. James żyje. Nie znalazł Dravena. I nie wyglądało, jakby dalej go szukał. Jakaś panna zaczęła się wokół niego kręcić i… cóż, chyba zapomniał o swoim wielkim celu. - Wiedziałem, że ta informacja przypadnie mu do gustu. Przejmował się tym chłopakiem bardziej, niż chciał przyznać. Teraz przynajmniej przez jakiś czas nie będzie musiał. O ile James znów nie postanowi zapolować na wampira.
- No tak. Ładna panna zakręciła się wokół niego i już zapomniał, co miał robić. Skąd ja to znam? - Uśmiechnął się głupkowato.
Pochylił się i musnął moje czoło ustami. W tym geście było więcej znaczeń, niż pozwalał pokazać jego ton. A ja aż za dobrze potrafiłem czytać między wierszami.
- Nie mam pojęcia, naprawdę. Powinien skupić się na pracy, a nie… ciągle myśleć tylko o jednym - Odparłem z zadziornym uśmiechem.
Doskonale rozumiałem, co mój partner miał na myśli, dlatego tak chętnie podejmowałem tę grę. Lubiłem te nasze słowne przepychanki. Były jak oddech między cięższymi chwilami, pozwalały na moment zapomnieć o obowiązkach, o głodzie, o całym świecie poza tym łóżkiem i nami.
Czasem dobrze było po prostu się pośmiać. Rozluźnić. Nie przejmować się niczym.
- Wygląda więc na to, że możesz być o niego spokojny - Dodałem ciszej. - Nie musisz się martwić. Możesz teraz skupić się na sobie… albo na mnie. Jak wolisz. - Uniosłem brew znacząco. - Ja nigdy nie gardzę twoją uwagą. - Zbliżyłem się powoli, dając mu czas na reakcję, jakby to był wybór, choć obaj wiedzieliśmy, że żadne z nas nie zamierza się wycofać. Moje usta musnęły jego w delikatnym, krótkim pocałunku, który znaczył więcej niż tysiące słów.
Elian spojrzał na mnie, gdy tylko oderwałem się od jego ust. Jego dłoń powoli powędrowała na mój policzek, ciepła i pewna, jakby chciał mnie zatrzymać przy sobie jeszcze na moment.
- Na twojej pięknej osobie zawsze skupię tyle uwagi, ile tylko będę w stanie - Wyszeptał, muskając moje usta z ledwie dostrzegalnym uśmiechem.
Przez chwilę pozwoliłem sobie po prostu w tym trwać. W jego bliskości, w jego dotyku. Jednak troska była silniejsza niż pokusa.
- A nie powinieneś skupić uwagi na śnie? - Zapytałem ciszej, opierając czoło o jego. - Musisz się regenerować. A żeby odzyskać siły… powinieneś odpocząć. - Nie mówiłem tego z przekory ani z potrzeby kontrolowania go. Nie chciałem mieć nad nim władzy. Martwiłem się. Szczerze. Widziałem zmęczenie, które próbował ukryć pod żartem i pewnością siebie.
Chciałem, żeby był silny. Zdrowy. Bezpieczny. Bo tylko, ma dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz