sobota, 14 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Godziny mijały mi powoli, doprowadzając mnie do szału. Gdzie on jest tak długo? A może coś się mu stało? A jak James dowiedział się, kim jest? A może dopadł go Draven? Chyba jednak powinienem wyjść przez to okno. Jest możliwość, że skręcę kark i się zabiję, ale nie obchodziło mnie to. Musiałem spróbować. Wszystko lepsze od tego leżenia tutaj. Że też zamknął drzwi... czemu on musiał zamykać te drzwi? Gdybym nie to, już dawno bym go znalazł, i Serathiona, i Dravena, i z nimi obojga bym się policzył. Tak mnie zamykać... Jak ja bym go tak zamknął, to chyba by mnie zjadł, i to dosłownie. 
Podszedłem w końcu do okna. Odsunąłem zasłonę, i przez chwilę wpatrywałem się przez chwilę w dół. Powoli bym jakoś zszedł na dół, tu ostrożnie po dachu, tam po rynnie, i na ten dół bym zeskoczył... Już byłem gotów otworzyć okno, ale w tym samym momencie usłyszałem szczęk klucza w drzwiach. Chociaż w pierwszej chwili wszystkie moje mięśnie się spięły, sekundę później od razu zrozumiałem, że nie mam się czego bać. To Serathion. Draven nie kwapiłby się grzecznym otwieraniem drzwi. 
- W końcu. Co ty sobie wyobrażałeś? Gdzie ty byłeś? Czemu mnie zamknąłeś? Martwiłem się o ciebie. Myślałem, że coś ci się stało – odpowiedziałem, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi. 
- To dużo pytań. Powinieneś się położyć. A może jesteś głodny? Mogę ci coś przynieść – powiedział spokojnie, nie przejmując się niczym. Podszedł do mnie spokojnie, jakby się nic nie stało. 
- Masz mi odpowiedzieć na pytania – odpowiedziałem, mrużąc oczy. 
- Poszedłem znaleźć Jamesa, ale był na tyle głupi, że zdecydował się kontynuować polowanie – opowiedział, chwytając moją dłoń i prowadząc mnie w stronę łóżka. Cholera, to niedobrze. Sam nie ma z nim żadnych szans. Muszę iść i mu pomóc. - Rozmawiałem także z Dravenem. Myśli, że cię oczarowałem, i stąd ten zapach. Niech tak zostanie, bardzo proszę. Może dzięki temu zostawi cię w spokoju.
- Ale nie zostawi Jamesa. Muszę mu pomóc – odpowiedziałem, już gotów na wstanie z łóżka i ruszenie na jego poszukiwania, gdziekolwiek by nie był. 
- Siedź jak siedzisz – burknął, zaciskając palce mocniej na moim nadgarstku. - Powiedziałem mu, z kim ma do czynienia, i co się z tobą stało. To jego sprawa, i tobie nic do tego. To już nie twoja sprawa. Masz odpoczywać, jak ci medyk przykazał – odparł, mrużąc gniewnie oczy. - Jeszcze słońce nie wzeszło, więc przyniosę ci jedzenie. A później położę się obok ciebie i przypilnuję, byś wypoczął. Na mojej zmianie nie będziesz się nadwyrężał. A tylko spróbuj zejść na dół. Zdejmę z ciebie te wszystkie błyskotki i faktycznie cię zaczaruję – zagroził mi, podnosząc się z łóżka i podchodząc do okna, by zasunąć zasłony. - Czekaj grzecznie – dodał, opuszczając pokój. Nie podobało mi się to, jak mną rządził, i skazuje głupiego młodzieniaszka na śmierć. Niech tylko poczuję się lepiej. Wystarczy, że trochę ta ręka mi się podleczy, bym mógł pewnie trzymać broń, i nic mnie nie powstrzyma. Mam tylko nadzieję, że do tej pory nie będzie za późno. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz