Możliwe, że Elian miał rację, Futerko jest już trochę za gruby. Całkiem niedawno, gdy go tu przyprowadziłem, był taki biedny, wręcz umierający. A teraz? Teraz wygląda naprawdę zdrowo. I to jest najważniejsze. W końcu na tym zależało mi najbardziej, żeby czuł się dobrze, żeby przeżył.
Nie wiem dlaczego, ale od samego początku poczułem, że jest mi bliski. Że chcę, by przeżył każdy kolejny dzień. I udało się. Wszystko to zasługa Eliana, gdyby nie on, ten kociak na pewno by nie przeżył.
- Jeśli tak uważasz - Zgodziłem się z nim, wiedząc, że zna się na tym lepiej. Ludzie jakoś łatwiej rozumieją zwierzęta: wiedzą, ile mogą jeść, a ile nie, co im wolno, a czego absolutnie nie powinny tknąć.
- Mógłbyś się od niego uczyć. Gdybyś jadł codziennie, nie tylko wtedy kiedy sam cię do tego zmuszam, szybciej byś doszedł do siebie - Stwierdził, znów wracając do tematu mojego jedzenia.
Westchnąłem w duchu. Mógłby sobie to odpuścić. Przecież dobrze wiedział, że nie będę go gryzł codziennie. Nie mogę sobie na to pozwolić. Nie skrzywdzę go bardziej, niż było to konieczne.
- Sądzisz, że gdybym był grubszy, bardziej bym cię kręcił? - Zapytałem, stawiając kota na łóżku. Mój wzrok mimowolnie skupił się na umięśnionej klatce piersiowej mojego partnera. Cholera… była naprawdę seksowna. Uwielbiałem na nią patrzeć. A jeszcze bardziej dotykać.
- Grubszy? A to w ogóle możliwe? - Zapytał z powątpiewaniem w głosie. Dobrze wiedział, że to nierealne, a mimo to pytał, jakby specjalnie, jakby chciał mnie sprowokować.
- No… w sumie nie - Przyznałem, krzywiąc się lekko. - Co nie zmienia faktu, że może wolałbyś, żebym miał trochę więcej ciała. - Zaśmiał się cicho, a ten dźwięk sprawił, że poczułem przyjemny skurcz w żołądku.
- Szczerze mówiąc, byłbym najbardziej zadowolony, gdybyś jadł regularnie. Wtedy miałbym pewność, że jesteś zdrowy - Powiedział spokojnie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
Ten temat był wałkowany niemal codziennie. Uparł się, że musi mi o tym ciągle przypominać. Że musi o mnie dbać mimo że wcale nie musi. Umiem zadbać o siebie sam i powinien być tego bardziej niż pewien.
- Czy ty kiedykolwiek zakończysz ten temat? - Zapytałem, unosząc jedną brew i spoglądając na niego z wyraźnym znużeniem.
- Przestanę o tym mówić wtedy, gdy ty zaczniesz się prawidłowo odżywiać - Odparł bez wahania.
Jakby na potwierdzenie swoich słów, przeszedł do ćwiczeń. Jego ciało poruszało się płynnie, pewnie aż nazbyt przyjemnie dla oka. Odwróciłem wzrok tylko na moment, zirytowany nie tyle jego uporem, co tym, jak łatwo potrafił mnie rozproszyć.
Nie komentowałem jego słów. Skupiłem się wyłącznie na ciele, na mięśniach, na tym, jak się poruszał. Każdy ruch był płynny, pewny siebie. I nagle, zupełnie niepostrzeżenie, zapomniałem o dzisiejszych problemach. O łowcy, który gdzieś tu był. Który mógł chcieć nas skrzywdzić.
Oblizałem wargi, obserwując mężczyznę, gdy po ćwiczeniach rozciągał mięśnie, a potem sięgnął po ręcznik.
- Pójdę się umyć. Zaraz do was wrócę - Powiedział i zniknął mi z pola widzenia, zabierając ze sobą to swoje przeklęcie seksowne ciało.
Westchnąłem cicho, rozmarzony i opadłem na łóżko. Przez chwilę po prostu słuchałem świata wokół siebie. Koków na korytarzu, stukotu butów, przytłumionych głosów dochodzących z dołu.
Dopiero wtedy dotarły do mnie pojedyncze słowa. Mówili o nowym łowcy.
Niepokój wrócił nagle, ostry i nieprzyjemny. Miałem wrażenie, że się zbliża. Do nas. I to martwiło mnie najbardziej.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz