środa, 25 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Nie miałem nic przeciwko temu, żeby poszedł przygotować sobie kąpiel. Ruch dobrze mu zrobi i dla zdrowia, i dla ciała, które na swój sposób na pewno tego potrzebowało.
Siedziałem w milczeniu na łóżku i obserwowałem go uważnie aż do samego końca. Patrzyłem, czy nic złego się nie dzieje, czy w razie potrzeby nie będzie mnie potrzebował. Każdy jego krok śledziłem z napięciem, gotów w każdej chwili wstać i podejść bliżej. Ale nie było takiej potrzeby. Radził sobie świetnie. Powoli, ostrożnie, lecz pewnie dotarł do drzwi i zniknął za nimi w łazience.
Z odgłosów, które po chwili stamtąd dobiegły, szumu wody, stuknięcia kurka o metal, wywnioskowałem, że nawet nalanie wody do balii nie sprawiło mu większego problemu. Uśmiechnąłem się pod nosem. Byłem z niego dumny.
A jednak po chwili wstałem. Nie dlatego, że sobie nie radził. Raczej dlatego, że chciałem tam być. W końcu to ja byłem zdrowy, silny a możliwość pomocy przy kąpieli jego poranionego ciała wydawała się czymś naturalnym… i w pewnym sensie intymnym.
Gdy wszedłem do łazienki, od razu na mnie spojrzał.
- Wiesz, że mogę sobie sam poradzić - Stwierdził spokojnie, choć w jego głosie pobrzmiewała nuta uporu.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Oczywiście, że możesz. Ale jestem na tyle fantastycznym partnerem, że chcę ci pomóc zająć się twoim ciałem. Myślę, że powinieneś się cieszyć i być wdzięczny, zamiast jeszcze narzekać. - Podszedłem bliżej i zacząłem pomagać mu zdejmować ubrania. Robiłem to powoli, bardzo delikatnie, uważając, by przypadkiem nie zahaczyć o żadną z jego ran. Każdy materiał odsuwałem ostrożnie, jakby był czymś kruchym. Jego ubrania odłożyłem starannie w jedno miejsce.
- A po kąpieli zmienię ci bandaże, zanim pójdziesz coś zjeść - Dodałem ciszej.
Wchodził do balii powoli, ostrożnie zanurzając się w ciepłej wodzie. Pomogłem mu utrzymać równowagę, czując pod palcami napięcie jego mięśni. Gdy już usiadł, woda otuliła jego ciało, a para uniosła się w powietrzu, otulając nas miękką mgłą.
Myłem go spokojnie, skupiając się na każdym ruchu. Omijałem rany, przemywałem skórę wokół nich z największą delikatnością. Nie chciałem sprawić mu bólu ani naruszyć tego, co dopiero zaczynało się goić. Czułem odpowiedzialność i coś więcej. Troskę, która ściskała mnie w środku.
W końcu miałem mu pomóc, nie zaszkodzić.
Starannie zaopiekowałem się jego ciałem, dbając o to, by po kąpieli pachniało świeżo i czysto. Pomogłem mu się osuszyć, powoli, dokładnie, a potem podałem czyste, wygodne ubrania i pomogłem je założyć, uważając, by znów nie podrażnić żadnej z gojących się ran.
- Od razu lepiej pachniesz - Zauważyłem z lekkim, zadziornym uśmiechem, nachylając się nieco bliżej.
Spojrzał na mnie z uniesioną brwią.
- Ty też mógłbyś pachnieć różą, a nie lasem - Odparł, odgryzając się z nutą złośliwości.
Parsknąłem cicho śmiechem. Obserwowałem, jak powoli rusza w stronę pokoju i ostrożnie siada na łóżku, wciąż jeszcze trochę sztywny w ruchach. Gdy usiadł wygodnie, ja zgodnie z obietnicą zająłem się jego bandażami.
Ostrożnie odwinąłem stare opatrunki i wymieniłem je na świeże, czyste. Każdy ruch wykonywałem z uwagą, uważnie przyglądając się ranom. Z satysfakcją zauważyłem, że ładnie się zasklepiały, zaczerwienienie było mniejsze, a skóra zaczynała odzyskiwać swój naturalny kolor.
- Dobrze się goisz - Mruknąłem cicho, bardziej do siebie niż do niego.
Miałem w sobie coś na kształt ulgi. Każdy taki mały postęp sprawiał, że napięcie, które nosiłem w sobie od dni, powoli odpuszczało, a w tej chwili naprawdę tego potrzebowałem.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz