piątek, 13 lutego 2026

Od Daisuke CD Haru

 Byłem zaskoczony deserem przygotowanym przez Haru. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Bardziej wydawało mi się, że to będzie jakieś ciasto, albo coś w tym stylu, a zamiast tego to zwykła czekolada z owocami, które tak bardzo chciałem. I w sumie, w tej prostocie było wszystko, czego chciałem, a nawet mu o tym nie mówiłem... Haru był naprawdę niesamowity. A ja byłem naprawdę okropny dla niego. I chociaż bardzo bym chciał to zmienić, nie potrafiłem. Miałem nadzieję, że w końcu nauczę się nad sobą panować, i zacznę być bardziej świadomy tego, co robię. Na razie moje myśli potrafiły się zmienić z sekundy na sekundę i to było okropne, bo bywały siły, że czasem nawet ja nie wiedziałem, czego chcę. 
- Jesteś wspaniały – powiedziałem, chwytając za jeden z pucharków. - Tylko, nie prosiłem o herbatę. 
- Nie musiałeś o nią prosić, wiedziałem, że jej potrzebujesz. Nie martw się, będzie dla ciebie idealna – odpowiedział, stawiając herbatę na stoliku nocnym. - Teraz masz już wszystko? Potrzebujesz czegoś jeszcze? - spytał, na co pokiwałem głową. - Więc czego takiego? Obiecuję, że spełnię twoje życzenie na miarę swoich możliwości. 
- Potrzebuję ciebie. I dzieci też cię potrzebują. Mało uwagi im poświęcasz. Jak już się urodzą, będziesz musiał się bardziej nimi zajmować. Czuję, że będą jeszcze bardziej atencyjne ode mnie – powiedziałem, kładąc mimowolnie swoją dłoń na moim brzuchu. I jakby na potwierdzenie moich słów dzieciaki poruszyły się w moim wnętrzu. W życiu się do tego nie przyzwyczaję. To tak przedziwne uczucie, kiedy coś tam ci się w środku rusza. 
- Bardziej atencyjne od ciebie? To w ogóle możliwe? - odparł rozbawiony, obejmując mnie ramieniem. - Ale jeżeli tak będzie, to z wielką chęcią będę się nimi zajmował, byś mógł odpocząć. Tym się nie musisz przejmować. 
- No ja na to liczę – odparłem, zajadając się deserem. Niby nic wielkiego, ale było to takie przepyszne... nie mogłem się nadziwić, jakim cudem na to wpadł. - Przepyszne – dodałem, w sekundę czyszcząc pucharek. 
- Cieszę się, że ci smakowało – powiedział zadowolony, tuląc mnie do siebie. - Jakbyś czegoś potrzebował, daj mi znać. Dla ciebie zrobię wszystko – dodał, całując mnie w skroń. 
- Myślę, że zaraz się położę. Zmęczony jestem... a nic nie robię – dodałem, opierając głowę o jego ramię. 
- Jak to nic nie robisz? Nosisz pod sercem nasze dzieci, twój organizm pracuje cały czas – pocieszył mnie, opatulając mnie kocem. - Nie przejmuj się niczym i rób to, czego potrzebuje twój organizm. 
- Mój organizm z pewnością potrzebuje tego, by ta ciąża już dobiegła końca – odparłem, biorąc łyk herbaty. 
- Jeszcze chwilka. Damy radę, nim się obejrzysz już będziesz trzymał w ramionach nasze pociechy – powiedział, a jego słowa mnie trochę zdenerwowały. Jak to mam je trzymać? Przecież, nie potrafiłem. Nigdy w życiu nie trzymałem żadnego dziecka, i chyba lepiej, by tak zostało. Jeszcze je skrzywdzę, i tyle z tego będzie. 
- Lepiej, żebyś ty je trzymał. Nic im się nie wtedy nie stanie – powiedziałem niepewnie, gładząc swój brzuch. Tak, on się i zna i lepiej, by się tym zajmował. Nie zrobi im żadnej krzywdy, i będziemy mogli być spokojni. 

<Piesku? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz