Niechętnie wróciłem do całego towarzystwa. Szczerze, już nie pamiętałem imion tych chłopców i nie wiem, czy chcę je pamiętać. Mój plan na ten dzień był prosty, nic się nie odzywać, albo odpowiadać krótko, zdawkowo. Na szczęście miałem Mikleo. On wystarczająco odwróci uwagę ode mnie. Niech nie liczą na to, że będę się uśmiechał. Już wczoraj musiałem brać udział w tym całym cyrku, ale przynajmniej z moją rodziną. A tu? Będę miał przed sobą ludzi, których nie znam.
Wróciłem do jadalni, zastając rozmawiających w najlepsze dzieciaki z Mikleo. Zdecydowanie mnie tam nie potrzebowali. Po co mam tam być? Jeszcze tak mocno zdenerwowany na nasze dzieci. Wystarczyłoby, aby spytały. W tej chwili ciężko mi było stwierdzić, czy bym się zgodził. Pewnie pod wpływem Mikleo tak. Ale teraz, po takim wyskoku, jaki nam dzisiaj zafundowały, będą mieć ciężko. Coś czułem, że ostatnio były za grzeczne, za bardzo się starały. Pewnie to od dawna szykowały.
- O, już jesteś. To co, możemy siadać? - to Mikleo zauważył moją obecność, i uśmiechnął się do mnie promiennie. Robię to dla niego. Tylko i wyłącznie dla niego. Bo dzieciaki na to zdecydowanie nie zasługują. - Chodź, pomożesz mi nalać zupę – zaproponował Miki, patrząc na mnie znacząco i od razu idąc do kuchni. Bez słowa skierowałem się za nim. - Uśmiechnij się chociaż. Wyglądasz, jakbyś miał kogoś zamordować – dodał cicho, nalewając zupy do specjalnego, ładnego naczynia, z którego korzysta tylko i wyłącznie w jakichś specjalnych sytuacjach. Tak właściwie, pierwszy raz w tym życiu zobaczyłem, że w ogóle używa tej zastawy. Głównie tylko stała za szkłem. Nie wiem, po co ona jest, ale niechaj mu będzie.
- Nie przesadzaj. Albo się uśmiecham, albo nie wybucham. Z dwojga złego lepsze to drugie – mruknąłem przytrzymując tę wazę.
- Nie namówię cię na uśmiech? Nawet dla mnie? - poprosił Mikleo, uśmiechając się do mnie lekko, ładnie, jak to tylko on ma w zwyczaju.
- Dla ciebie nie zrobiłem im awantury na wejściu. I proszę, nie wymagaj ode mnie więcej – powiedziałem krótko, stanowczo. Było za wcześnie, potrzebowałem chwili, by to wszystko się we mnie uspokoiło. A świadomość tego, że zaraz tam muszę iść, niczego nie poprawia.
- Niepotrzebnie się aż tak przejmujesz. Chłopcy się wydają być naprawdę w porządku – spróbował z nieco innej strony, ale w tej chwili tak łatwo mnie nie przekona.
- Więc skoro są tak w porządku, dlaczego nie powiedzieli nam o nich wcześniej? Czemu się nie spytali, czy mogą ich ich zaprosić? Co im w ogóle do głowy przyszło? - spytałem, czując jak krew zaczyna buzować mi w żyłach. I jak ja mam ich obdarzyć zaufaniem?
<Owieczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz