piątek, 27 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Może faktycznie trochę przesadziłem. Może powinienem trochę inaczej ubrać to w słowa. Określić to jako moją wieczność, która dla mnie jest znacznie krótsza niż dla niego. Niestety na to nic nie mogłem poradzić. Mogę tylko dbać o swoje zdrowie, ale kto powiedział, że nie zabije mnie pierwszy lepszy wampir, albo zaatakuje znienacka idiota z nożem? Nigdy nie wiesz, kiedy przyjdzie twój czas. Wampir nie musi się takimi rzeczami przejmować, są w końcu silniejsze od ludzi, a nóż w bebechach nic im nie zrobi. No chyba, że to srebrny nóż, ale nawet wtedy nie umrze, a tylko zostanie nieco spowolniony. Ludzie są zbyt delikatni, nieważne, jak się będą starać. Możemy tylko żyć pełnią życia, korzystać z czasu, który nam pozostaje. 
- Może nie przeżyję z tobą twojej wieczności, ale przeżyję z tobą moją wieczność – powiedziałem, układając się wygodnie. Nie chciałem sobie przypadkiem zrobić krzywdy, tak ładnie mi się wszystko zrasta, nie chciałbym odraczać swojego wyzdrowienia. Serathion mnie potrzebuje, albo raczej mojej krwi, i napije się jej dopiero wtedy, kiedy będę zdrowy. Chociaż, mam nadzieję, że jednak nie będzie czekał aż tak długo. Potrzebował jej bardziej, niż był w stanie przyznać. 
- To jak mrugnięcie okiem... - mruknął, a w jego głosie zabrzmiał smutek. Źle na to patrzył. Zupełnie niepotrzebnie. W przyszłości bym chciał być jego szczęśliwym wspomnieniem, a nie takim, które wspomina ze smutkiem i żalem. 
- Musisz częściej mrugać. Inaczej ci oczy wyschną, będą przekrwione, i niezbyt ładne. A tego wolisz uniknąć, prawda? - powiedziałem łagodnie, tuląc go do siebie. W mojej koszuli wyglądał pięknie, i jeszcze tak cudownie pachniał... tęskniłem za tą charakterystyczną różą, która tak do niego pasowała. Nic dziwnego, że jest tak bardzo zafascynowany różami, ma z nimi wiele wspólnego. To w końcu kwiaty szlachetne, dostojne, które nie wyrastają byle gdzie, i kolce też sugerują, że są niebezpieczne i nie można z nią igrać. Zdecydowanie do niego pasuje, dobrze, że kupiłem mu ten drobny prezent w postaci wiecznie kwitnącej róży. Co prawda, bukiet byłby bardziej spektakularny, ale chyba musiałbym sprzedać pierworodnego, by mnie było na niego stać. 
Na moje słowa zaśmiał się cicho, i do mnie przytulił, korzystając z tej ciszy i spokoju, na który przecież nie zawsze będziemy sobie mogli pozwolić. 
- Postaram się – przyznał, rysując szlaczki na mojej dłoni. 
- Może spróbujemy wyjść jutro wieczorem? Jest pożegnanie starego roku. Będą fajerwerki, a je chyba lubisz – zaproponowałem, chcąc spędzić z nim trochę tego czasu. 
- Idealna pora na łowy dla wampira. Możemy się natknąć na Dravena – przypomniał mi, na co się delikatnie skrzywiłem. No tak... on jest takim małym problemem. Przynajmniej dla mnie, bo dla niego już raczej nie. 
- Jestem tylko głupcem, którego zauroczyłeś, jestem na każde twoje skinienie. Naprawdę sądzisz, że mógłby nam sprawiać takie problemy? - zapytałem, będąc gotów zaryzykować. Dla niego. Po co ma tu w końcu siedzieć? Spędzać czas ze mną i patrzeć się w ściany, które zna aż za dobrze? Nie dziwię się, że chodzi cały czas znudzony.

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz