poniedziałek, 23 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Wyruszyłem na polowanie spokojnie, bez większego pośpiechu. Noc była jeszcze młoda, a ja miałem czas, choć głód powoli zaczynał przypominać o sobie cichym, drażniącym pulsowaniem w gardle. Musiałem w końcu odnaleźć człowieka, którego krew naprawdę mnie zachęci. Kogoś, czyj zapach byłby czysty, zdrowy, kuszący.
To jednak mogło okazać się trudne. O tej godzinie ulice należały głównie do pijaków i zagubionych dusz. W powietrzu unosił się ciężki odór alkoholu, potu i tanich papierosów. Ich krew była skażona, przesiąknięta używkami, słaba, gorzka. Nie tego potrzebowałem.
Mijałem kolejnych ludzi. Jedni lepsi, inni gorsi, ale żaden nie przyciągnął mnie na tyle, bym poczuł to znajome ukłucie pragnienia. Nikt nie pachniał zdrowiem. Nikt nie sprawił, bym zapragnął zbliżyć się na tyle, by usłyszeć przyspieszone bicie serca pod cienką warstwą skóry.
Westchnąłem cicho, czując narastającą frustrację. Może powinienem był zostać w pokoju z Elianem. Może głód byłby dotkliwy, ale przynajmniej nie błąkałbym się teraz samotnie po mieście, jak wygłodniałe, dzikie zwierzę, kierowane jedynie instynktem.
A jednak coś we mnie nie pozwalało wrócić. Głód to jedno. Samotność, drugie.
Niestety nie znalazłem żadnego człowieka, którego krew naprawdę by mnie przyciągnęła. Żaden z przechodniów nie wydawał się godny, by skosztować jego krwi.
Za to natrafiłem na Jamesa. Nie wyglądał, jakby wciąż szukał Dravena. Czyżby się poddał? A może w końcu zrozumiał, że nie ma najmniejszych szans w starciu z tak potężnym wampirem? Nie mogłem być pewien.
Pewne było tylko to, że Elian poczuje ulgę, gdy się dowie, że James jest cały i zdrowy. Mimo swojej ostrożności, Elian przejął się tym mężczyzną, nawet jeśli nie musiał. To było w nim ciekawe. Łowca który rzadko pozwalał sobie na emocje, jednak nie potrafił całkowicie obojętnie przejść obok czyjegoś losu.
Patrzyłem na Jamesa, zastanawiając się, co nim kierowało. Strach? Rezygnacja? A może zwyczajna świadomość własnej słabości? Nie było to ważne, to nie moja sprawa, nie mój problem, niech robi co chce gdyby nie Elian, nawet nie zwróciłbym na niego uwagi.
Nie pokazywałem się mu na oczy, ruszając swoją własną drogą. Ostatecznie zdecydowałem się na pożywienie krwią zwierzęcia, nie dlatego, że pragnąłem jej smaku, lecz dlatego, że nie miałem innego wyboru. Żadna ludzka krew nie była odpowiednia. Nie teraz, nie o tej porze.
Może jutro uda mi się znaleźć kogoś, czystej i co najważniejsze zdrowej krwi. Tego nie wiedziałem. Na razie jednak musiałem zadowolić się tym, co było dostępne. Korzystać z krwi zwierząt, dopóki mój partner nie dojdzie do siebie i nie będę mógł ponownie ruszyć na polowanie w bardziej… odpowiednich warunkach.
Złapałem kilka zwierząt, którym musiałem odebrać życie, by móc wypić całą ich krew. Pozwoliło mi to przynajmniej na chwilę nie odczuwać bólu, nie czuć głodu, który potrafił być niezwykle męczący. Jak dobrze, że choć na krótką chwilę mogłem odetchnąć, poczuć ulgę i wreszcie wrócić do ukochanego.
Oczywiście, wszystko robiłem ostrożnie i cicho, tak aby nikt nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi. Nawet wracając do pokoju, zachowałem spokój i ciszę, myśląc, że Elian śpi. Przyznam, że byłem mocno zaskoczony, gdy zamiast tego zobaczyłem, że leży tam i czeka na mój powrót.
- A ty przypadkiem nie miałeś spać? - Zapytałem, przypominając sobie o naszej małej umowie.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz