Tak jak myślałem, Mikleo patrzył na wszystkich, a nie na siebie. My żeśmy się wystrolili jak żaby na otwarcie bajora, a on co? Jak jeszcze czas nam da, to koniecznie go będę musiał uczesać. Nie może być tak, że będzie taki nieprzygotowany. Jest tu najpiękniejszą istotką, więc musi się pięknie prezentować, i ja już dopilnuję, by tak to wyglądało. Dzieciaki przypilnują jedzenia, rozłożą wszystko, a ja zajmę się mamą. Myślę, że nie będą mieć nam tego za złe, zwłaszcza Hana, ją już na jej prośbę uczesałem, więc teraz pora na mamę.
– I jak? – usłyszałem za sobą tak dobrze znany mi głos mojego męża.
– Jak to jak? Pięknie. Przepięknie wręcz. Aż się na ciebie napatrzeć nie mogę – przyznałem, zerkając na niego kątem oka. – Tylko jeszcze jedno. Fryzura. Hana, Haru, przypilnujcie i nałóżcie jedzenie na półmiski. Ogarnę włosy mamy i chyba możemy zaczynać – zawołałem dzieciaki, potrzebując ich tutaj. Skoro chcą wigilii, niech pomagają.
– Daj spokój, nie trzeba – Mikleo machnął ręką, ale ja wiedziałem, że nie mogę mu odpuścić. Skoro on mi kazał wejść w te ubrania, to ja odpowiem za jego fryzurę.
– Trzeba, trzeba. No już, chodź do sypialni – poprosiłem, bo tam mieliśmy wszystko do uczesania, grzebienie, gumki, wsuwki, no i dekoracje. Jak ma dzisiaj lśnić, to na całego.
Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by wyglądał jak najpiękniej. Spiąłem kilka kosmyków, by nie wpadały mu na twarz, zaplatając je w małe warkoczyki i upinając je z tyłu. Przypilnowałem, by jego loki pięknie układały się na jego plecach, i do tego wszystkiego dodałem łańcuszki na jego włosy. Miał tak mało biżuterii, więc jak coś mu będzie błyszczeć we włosach, to się nic nie stanie. A później ostrożnie je zdejmę, by zbyt się w jego kosmyki to nie wplątało, co może się wydarzyć, gdyby sam chciał je zdjąć.
– No widzisz? Gotowe – uśmiechnąłem się dokładnie, ło czym go pocałowałem w czubek głowy. – Lśnisz jak diament. Może powinienem ci taki sprawić? – zaproponowałem rozbawiony, pozwalając mu przejrzeć się w lustrze.
– Diament? A po co mi diament? – spytał, odwracając się w moją stronę.
– Jak to po co? Byś miał odpowiednią dla siebie partię, będziecie się idealnie uzupełniać – powiedziałem żartobliwie, chwytając jego dłoń i całując jej wierzch. Gdybym mógł, sprawiłbym mu ten diament. Jednakże... co ja musiałbym uxzhnix, by mieć tyle pieniędzy? Chyba musiałbym go sobie przywłaszczyć od kogoś, żeby go mieć.
– Głupoty gadasz – pokręcił głową, a na jego usta wkradł się delikatny uśmiech. – Więc co, idziemy? Już dłużej tego nie możesz przeciągać.
– Ale do przeciągać? Ja nic nie przeciągam. Tylko się tobą zajmuję. A to coś innego – uśmiechnąłem się do niego niewinnie. Niesamowite, jak łatwo przeze mnie przeniknął. A może to raczej to przeważające. Nic się przed nim nie ukryje.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz