Naprawdę się o niego martwiłem. I chyba najtrudniejsze w tym wszystkim było to, że mogłem jedynie się martwić szczerze, z całego serca i próbować mu pomóc na tyle, na ile potrafiłem. Ale co właściwie można zrobić, gdy ktoś tak bardzo cierpi? Jak pomóc komuś, kto zmaga się z bólem, którego nie da się dotknąć ani naprawić prostym gestem?
Nie byłem w stanie zrobić wiele. Zamknąłem okno, żeby nie zmarzł bardziej niż to konieczne. Rozpaliłem w kominku, żeby było mu cieplej. To były drobne rzeczy, niemal symboliczne. Może mogę jeszcze przynieść mu posiłek, choć nawet nie wiem, czy jest głodny. Mam wrażenie, że w niektórych stanach człowiek przestaje odczuwać głód, jakby ciało na chwilę wycofywało się z codziennych potrzeb. Nie do końca to rozumiem, ale uczę się to akceptować.
Coraz częściej czuję, że w takich sytuacjach nie chodzi o karmienie kogoś na siłę. Podejrzewam że chodzi o obecność. O bycie obok. O słuchanie, nawet jeśli nie rozumie się wszystkiego. Wiem, że nigdy nie będę w stanie w pełni go zrozumieć, jego bólu, jego wyborów, jego sposobu przeżywania świata. Czasami są dla mnie naprawdę dziwne, niezrozumiałe, a nawet frustrujące. Ale może właśnie na tym polega szacunek, żeby pozwolić komuś być sobą, nawet jeśli nie potrafimy wejść w jego skórę. Ludzie są dziwni. Każdy na swój sposób. Istota ludzka znacznie bardziej skomplikowana od wampira, nie potrzebujemy tak wiele jak oni i chyba dlatego czasem tak trudno mi go zrozumieć.
Spojrzeniem odprowadziłem go do łazienki, nim zamknął za sobą drzwi i zajął się higieną. Zostałem sam, znów nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Usiadłem na łóżku i spojrzałem na kociaka, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że znowu jest głodny.
Mógłbym przynieść mu coś do jedzenia, dziś naprawdę mało jadł. Przynajmniej jego potrzeby są jasne. Głód to głód. Wystarczy napełnić miskę i problem znika.
Przy okazji zapytam Eliana jeszcze raz, czy nie miałby ochoty na jakiś posiłek albo coś ciepłego do picia. Wcześniej mi nie odpowiedział. A właściwie odpowiedział wymijając tak naprawdę temat. A więc może teraz, z łaski swojej, udzieli mi jakiejkolwiek odpowiedzi. Jednego słowa. Krótkiego nie. Czegokolwiek.
Tak czy inaczej nakarmię futerko. Jeśli nie potrafię pomóc jemu, mogę przynajmniej zadbać o kota.
Elian w końcu wrócił. Wciąż wyglądał na skrajnie zmęczonego. Serce ścisnęło mi się na ten widok. Biedny… Tak bardzo chciałbym zabrać od niego ten ból. Wiem, że moje ciało zregenerowałoby się w kilka minut. Ale nie mogłem. Mogłem tylko patrzeć i pomagać w tych drobnych rzeczach, które choć odrobinę ułatwią mu życie.
- Wyglądasz naprawdę okropnie - Stwierdziłem, wstając z łóżka i biorąc jego poduszkę, żeby ją wytrzepać i poprawić. - Połóż się. Musisz jeszcze dużo odpoczywać, jeśli chcesz odzyskać siły. - Obserwowałem go uważnie, gdy powoli podszedł bliżej.
- Powinienem zacząć się ruszać. Chodzić. Robić cokolwiek, żeby szybciej wrócić do formy - Odpowiedział, najwyraźniej wierząc, że ruch przyspieszy regenerację.
Moim zdaniem grubo się mylił.
- Jeśli już tak bardzo musisz coś zrobić, możemy zejść na dół, żebyś coś zjadł - Powiedziałem spokojnie, ale stanowczo. - Ale od razu mówię? Idę z tobą. Nie zostawię cię tam samego. Wolę mieć cię na oku, gdyby coś miało się stać. - To nie była prośba. To był warunek, który musi spełnić czy mu się to podoba czy nie.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz