piątek, 27 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Ależ on był okrutny... gdyby nie te rany, nie ta beznadziejna ręka, już bym go przyszpilił do materaca i dobrał się do tego, co mnie najbardziej interesuje. Miałem tę świadomość, że mogłoby mu się to nie spodobać, czasem narzekał, że jestem jak zwierzę, ale od czasu do czasu lubił, kiedy traciłem nad sobą kontrolę. Widziałem to po nim. Jak jego ciało reaguje na moją brutalną siłę. A teraz? Skoro mam problem z chwyceniem miski dla kota, to jak ja go chwycę za biodra, przyciągnę do siebie? Coś z tą ręką będę musiał zrobić. Irytowała mnie ona. Każda rana pozostawiona przez tego wampira mnie mocno irytowała. Przez nie nie mogłem zaopiekować się Serathionem. Wystawiłem go na zagrożenie, ponieważ wtedy wyruszył na moje poszukiwania. I jeszcze nie może normalnie zjeść, bo jestem osłabiony. Już wiem, że te rany tak powoli się na mnie goiły, bo miałem za mało krwi. Teraz, już jej braki zostały uzupełnione, i już jest ze mną lepiej. 
- Nie mogę się doczekać, aż w końcu będę mógł przestać być taki grzeczny – mruknąłem, przesuwając dłonią po jego policzku, miękkim, gładkim i chłodnym. 
- Wytrzymasz. Wiesz, że im dłużej się powstrzymujesz się od seksu, tym później finał jest bardziej przyjemny? - wymruczał, unosząc kąciki ust tak, bym mógł zobaczyć jego kiełki. 
- Nie pomagasz – lekko się skrzywiłem, cicho wzdychając. Zerknąłem na swoją prawą rękę i jeszcze raz próbowałem zacisnąć pięść. I znów nie do końca. Nie powinienem jeszcze panikować. W końcu, dalej to wszystko się goi. 
- Martwi cię ta ręka – zauważył celnie. Nagle jego ton był poważny. Nie było żadnej figlarności w jego głosie, wiedział, że to jest coś, co naprawdę jest dla mnie ważne. 
- Trochę – przyznałem, jeszcze przez chwilę się w nią wpatrując. - Jak nie będę miał nad nią pełnej sprawności, będę w mojej pracy bardziej narażony – dodałem, przenosząc wzrok na jego twarz, która w tej chwili też wyrażała zaniepokojenie. 
- Aż tak głęboko wbił tam swoje pazury? - spytał, przesuwając delikatnie opuszkami palców po bandażu. 
- Wydaje mi się, że głęboko dotarł. Musiał zauważyć, że to moja dominująca ręka, i postanowił mnie osłabić – odparłem. Jakże bym chciał go dorwać... odpłacić się za to, co mi zrobił. Muszę tylko wydobrzeć. 
- Może będzie się to dało jakoś załatwić magicznie? - zaproponował. 
- Na pewno będzie się dało wyleczyć magicznie. Pytanie tylko, ile to będzie kosztować? Takie zabiegi są dosyć kosztowne. Bardzo kosztowne. Ale jeszcze na razie nie ma co wydawać wyroku. Dalej to wszystko się leczy, więc może jakimś cudem wszystko będzie w porządku, a to jest tylko chwilowe. Musi być tylko chwilowe. Bo jak ja będę mógł cię przyszpilać do ściany, i brać na każdy sposób, jak tylko chcę? - obróciłem to wszystko trochę w żart. Nie mogę się w końcu załamywać, pokazywać swoich słabości. 

<Różyczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz