sobota, 21 lutego 2026

Od Soreya CD Mikleo

 Od razu wyczułem, że podobało mu się to, co z nim robiłem. Ach, jakaż szkoda, że nie będę mógł sobie pozwolić na nic więcej... dopóki dzieciaki są na górze. Owszem, Mikleo potrafił być cicho, jak mu usta ręką, czy też pocałunkiem zatkam, ale ja bardzo lubię, kiedy go słychać. Jakoś tak... sam nie wiem. Bardzo mnie to podniecało, ta świadomość, że to ja doprowadzam go do takiego stanu, i nikt inny. 
- Nie mogę się doczekać, aż dzieciaki wrócą do szkoły – wymruczałem mu do ucha, by zaraz podgryźć jego płatek.
- Aż tak bardzo przejmujesz się dzieciakami? - spytał rozbawiony, unosząc jedną brew. - Kiedyś ci to nie przeszkadzało. 
- Najlepszy seks jest wtedy, kiedy nie musisz się powstrzymać. Kiedy głos ci się łamie, krzyczysz pięknie moje imię... dla tych chwil mogę trochę poczekać. Mamy w końcu całą wieczność przed nami – odpowiedziałem spokojnie, poprawiając jego kosmyki. Właśnie, muszę pamiętać, by zdjąć z jego głowy te śmieszne łańcuszki, które tak pięknie błyszczały w świetle kominka. - Nigdzie się nam nie spieszy, prawda? 
- No niby nie... - mruknął, troszkę taki niepocieszony. 
- No proszę, ktoś tu się niecierpliwi? Moja cierpliwa Owieczka? - powiedziałem rozbawiony, obserwując z uwagą jego różowe policzki. Czułem, że jak tylko położy głowę na poduszki, od razu odpłynie. To też dobrze. Będę mógł tu spokojnie posprzątać, nakarmić zwierzaki, upewnić się, że wokół jest bezpiecznie, i wtedy będę mógł się położyć obok niego. W końcu odpocząć, wyciszyć się... tak, tego mi brakowało, zwłaszcza, że przecież przede mną całe dwa dni. Może nie będzie tak źle, jak dzisiaj. Nie będzie żadnego składania życzeń, rozpoczynania... co prawda, nie mam pojęcia, co byśmy mieli robić, no ale najwidoczniej jest to niezwykle ważny. 
- Wcale, że nie – bąknął, jak malutkie dziecko. 
- Nie? - zapytałem rozbawiony. - Dobrze. Skoro tak twierdzisz – powiedziałem spokojnie, bez większego problemu chwytając go w swoje ramiona i podnosząc się wraz z nim z krzesła. - Zmęczony? - spytałem z troską, powoli się z nim kierując do sypialni. Dzisiaj wcześnie wstał, bardzo wcześnie, i robił w kuchni od samego ranka. Najwyższa pora, by odpoczął. 
- Wcale nie – mruknął, wtulając się w moje ramiona i przymykając oczy. 
- Absolutnie. Nie wiem, jak ja głupi mogłem cię o to podejrzewać – powiedziałem cicho, miękko, kładąc go na materacu. - Odpocznij, Owieczko. Posprzątam, pochowam, zajmę się tym, czym się trzeba zająć i do ciebie wracam. 
- Zrób to szybko – powiedział, wtulając się w poduszkę i zamykając oczy. W moją poduszkę... i na czym ja głowę położę później, to ja nie wiem. Ale niech leży, tak, jak mu wygodnie. 
- Zrobię. Kocham cię – obiecałem, i na odchodne ucałowałem go w policzek. Już się nie musi niczym przejmować, teraz ja się wszystkim zajmę. 

<Owieczko? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz