Na moje szczęście nie byłem głodny. Wystarczyło mi to, co dziś z niego wypiłem, nie było tego wiele, to prawda, ale wystarczająco, by uciszyć najgorsze pragnienie. Nigdy nie potrzebowałem dużo. Przez lata nauczyłem się kontrolować swoje potrzeby, więc i tym razem jakoś przetrwam.
- Gdybym cię wcześniej nie ugryzł, wyszedłbyś z pokoju. A to mogłoby się dla ciebie źle skończyć. Poza tym nie jestem głodny. Wytrzymam jeszcze kilka dni bez jedzenia - Stwierdziłem, wzruszając ramionami.
Od razu dostrzegłem spojrzenie mojego partnera. Nie wierzył mi. W jego oczach czaił się niepokój, którego nie potrafił ukryć. Cóż… nie musiał mi wierzyć. Najważniejsze, że ja wiedziałem, co czuję. A przynajmniej tak mi się wydawało.
- Może teraz nie jesteś głodny - Odpowiedział spokojnie - Ale jak długo wytrzymasz? Wiesz, że nie mam już krwi, którą mógłbym ci oddać. - Ułożył się wygodniej na łóżku i delikatnym gestem dał mi znak, bym położył się obok niego.
- Nie martw się o mnie. Radziłem sobie przez sto pięćdziesiąt lat. Poradzę sobie i teraz - Zapewniłem go ciszej.
Położyłem się obok i powoli objąłem jego ciepłe ciało. To ciepło zawsze było dla mnie czymś niezwykłym. Ludzkie ciało dla wampira jest jak ogień w zimową noc, przyciąga, koi, a jednocześnie kusi. Pod moimi palcami czułem puls jego serca, równy i spokojny. W jego żyłach płynęła krew słodka, pachnąca życiem, tak kusząca, że przez chwilę musiałem zamknąć oczy.
Nasze zmysły są wyostrzone. Czujemy więcej, intensywniej, głębiej. Dlatego tak trudno nam znieść zapach potu czy rozkładu, każdy odcień woni uderza w nas z podwójną siłą. Ale on był czysty. Pachniał snem, ciepłem i czymś jeszcze… czymś, co od dawna przestało być dla mnie tylko zapachem ofiary.
Przesunąłem się bliżej, wsłuchując w rytm jego serca, starając się przekonać samego siebie, że naprawdę panuję nad głodem.
Elian westchnął cicho i ułożył się wygodniej na łóżku. Materac lekko zaskrzypiał pod jego ciężarem. Nachylił się nade mną i złożył miękki, krótki pocałunek na moim czole.
- Obyś mi tylko tu nie odleciał - Mruknął półżartem, półserio.
W jego głosie pobrzmiewało zmęczenie. Zamknął oczy, jakby walczył jeszcze przez chwilę ze snem, ale wiedziałem, że zaraz mu ulegnie. Widziałem to w sposobie, w jaki jego ciało powoli się rozluźniało. Oddychał już spokojniej, głębiej..
Zjadł. Jego organizm był wreszcie usatysfakcjonowany, nasycony. Ciepło bijące od niego było inne niż wcześniej bardziej stabilne, pewne. Teraz niczego nie potrzebował. A przynajmniej taką miałem nadzieję.
Chciałem, by odpoczął. By nabrał sił. Ostatnie wydarzenia wyraźnie go wyczerpały, nawet jeśli próbował to przede mną ukrywać. Wsunąłem dłoń pod jego koszulę i przesunąłem ją delikatnie po jego umięśnionej klatce piersiowej, wyczuwając pod palcami napięcie, które powoli ustępowało.
- Odlecisz to zaraz ty a nie ja - Stwierdziłem, uśmiechając się do niego głupkowato
Mój partner nic nie powiedział. Odpuścił sobie jakiekolwiek słowa, jakby uznał, że nie ma już potrzeby dalej o tym rozmawiać. I w porządku, nie musiał. Czasem milczenie mówi więcej niż tysiąc zapewnień.
Najważniejsze było to, że w końcu odpoczywał. Tylko to się teraz dla mnie liczyło.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz