środa, 11 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

Szczerze mówiąc, miałem ochotę wyjść z siebie i stanąć obok. Ile to już trwa? Ile go nie było? Dwadzieścia minut? A może więcej? Czas płynął wolniej, jakby ktoś celowo rozciągał każdą sekundę, testując moją cierpliwość.
Tak, zdecydowanie za bardzo panikuję. Przecież to łowca. Szuka swojego wroga, przeciwnika, który zagraża ludzkości. To jego żywioł, jego przeznaczenie. Powinienem mu ufać.
A jednak coś nie daje mi spokoju. Nie mogę siedzieć spokojnie na tyłku, gdy on naraża swoje życie..
Jak to możliwe, że go nie wyczuwałem? Przecież jeden drugiego zawsze wyczuwa. Zawsze jesteśmy świadomi swojej obecności, jak cichy puls pod skórą, jak niewidzialna nić łącząca nas w mroku. A tutaj? Nic. Pustka. Cisza tak absolutna, jakby w ogóle go tu nie było.
Może naprawdę go wtedy jeszcze nie było. Może pojawił się dopiero chwilę po naszym spacerze. To by tłumaczyło tę martwą strefę w moich zmysłach. Tylko czy naprawdę chcę w to wierzyć?
Jeśli Elian do wieczora nie wpadnie na jego trop, sam ruszę na poszukiwania. Draven nie może zniknąć bez śladu. Zdecydowanie wolę narazić własną skórę, niż dopuścić, by Elianowi stała się krzywda. Myśl o tym ściska mnie mocniej niż głód.
A jednak… zamiast działać, siedzę tu i czekam.I to jest najgorsze.
Bo co właściwie mogę teraz zrobić? Nic. Jako wampir, przykuty do tej przeklętej bezczynności dnia, mogę jedynie leżeć albo siedzieć na tym nieszczęsnym łóżku i wsłuchiwać się w ciszę. W ciszę, która zdaje się kpić z mojego niepokoju.
Czekanie nigdy nie było moją mocną stroną. A teraz mam wrażenie, że to właśnie ono powoli doprowadza mnie do szaleństwa.
Sekundy zamieniały się w minuty, minuty w godzinę, a ja miałem wrażenie, że zaraz wyjdę z siebie. Nie mogłem doczekać się powrotu mojego partnera. Każdy najmniejszy dźwięk na korytarzu sprawiał, że wstrzymywałem oddech, tylko po to, by po chwili znów poczuć rozczarowanie.
Gdzie on, do jasnej cholery, jest tak długo?
Przecież mówił, że wychodzi tylko na chwilę. Chwilę. To słowo wciąż odbijało mi się w głowie jak ponury żart. A jego nadal nie było. Z każdą upływającą minutą niepokój zaciskał się wokół mnie coraz mocniej, jak niewidzialna dłoń na gardle.
Zbyt bardzo się o niego martwię. Zbyt mocno go potrzebuję. Niech już wraca. Proszę.
Nie wiem, czy to strach, czy coś znacznie gorszego, ale czuję, że bez niego ta cisza staje się nie do zniesienia. Jakbym tracił grunt pod nogami, jakby świat powoli się rozmywał. Mogę udawać silnego, mogę wmawiać sobie, że to tylko kolejna misja, kolejne polowanie ale prawda jest taka, że bez niego nie potrafię spokojnie oddychać.
Naprawdę nie jestem w stanie dłużej tego wytrzymać.
Nerwowo stukałem palcami o krawędź szafki nocnej, raz po raz zerkając na zegarek, jakby same wskazówki mogły przyspieszyć jego powrót. Cisza w pokoju była gęsta i ciężka, aż dzwoniła w uszach. Westchnąłem przeciągle i przetarłem twarz dłonią.
Dlaczego ja w ogóle sobie to robię?
To pytanie wracało do mnie uparcie, jak echo, którego nie sposób uciszyć. Dlaczego jestem z łowcą? Z kimś, kto codziennie igra ze śmiercią, kto znika bez słowa i wraca, jakby nic się nie stało, z tym swoim irytującym, pewnym siebie uśmiechem. Przecież ten gamoń mnie kiedyś wykończy. Doprowadzi mnie do szału, do rozpaczy, do obłędu.
Drażni mnie. Niewiarygodnie mnie drażni. L
A jednak… Kocham go.
Kocham ponad wszystko, co mam i znam. I nic ani nikt już tego nie zmieni.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz