Tym razem nie obudziłem się sam z siebie. Ktoś mi pomógł. A może raczej takie małe coś. Poczułem, jak Futerko zaczyna ugniatać moje policzki łapkami, wbijając pazury w moją skórę. Nie było to zbyt przyjemne, ale w porównaniu z bólem, który czułem do tej pory, nie było to nic złego. Otworzyłem oczy, rzucając kociakowi najbardziej zdegustowane spojrzenie. A on sobie po prostu miauknął, jakby mówił no, wstawaj, daj jeść. Ten kot jest naprawdę niemożliwy. I po co my go mamy...? No tak, bo Serathion się w nim zakochał.
– Naprawdę, nie mogłeś poczekać jeszcze kilka chwil? – wymamrotałem, odsuwając go od siebie.
– Najpierw próbował grzecznie, ale że się nie prosiłeś, spróbował drastycznych metod – odpowiedział Serathion, ewidentnie rozbawiony.
– Dobrze, że ty tak nie robisz – wymamrotałem, powoli podnosząc się do siadu. Od razu zetknąłem na swój tors, ale tym razem żadnej krwi na bandażach nie było. To dobrze. Znak, że coś dobrego się w końcu z tymi ranami zaczyna dziać. I to jeszcze w końcu coś dobrego.
– W sumie... A może kiedyś spróbuję? – stwierdził głupkowato, szczerząc kły. – Tylko zamiast pazurów wykorzystam kły. Co ty na to? Patrząc na twoje zamiłowania, powinno ci się podobać.
– Wręcz o tym marzę – cicho westchnąłem, podnosząc się do siadu. Od razu też zerknąłem na godzinę, ale na moje szczęście było całkiem wcześnie. Dochodziła dziesiąta, a w ostatnich dniach mój zegar biologiczny trochę się rozregulował, i to głównie z jego powodu. On był bardziej aktywny w nocy, więc i ja musiałem trochę się przestawić, by jakkolwiek spędzać z nim czas. – Może się umyjemy? – zaproponowałem, odwracając głowę w jego stronie. Zdecydowanie powinien wziąć kąpiel, by na jego skórze znów osiadł różany zapach. Przez jego ostatnie wyjście strasznie osłabł. Stęskniłem się za nim. Nie mówiąc o tym, że i ja bym się umył. Co prawda, ostatnio niewiele robię, ale trochę tego brudu na skórze zostaje.
– Chciałbym, ale nie możemy. Lepiej, by twoje rwby nie zostały zamoczone. Pomogę ci się delikatnie umyć. A jak zejdziesz na śniadanie, to wtedy może ja wezmę kąpiel – zastanowił się, a widząc moją niechętną minę, uśmiechnął się triumfalnie. – Jeszcze tego ciała nagiego nie zobaczysz. Najpierw się musisz wykurować. A później... później zobaczymy.
– Słowa mnie mają tak zmotywować? Lepiej zadziałałoby twoje cudne ciało – mruknąłem, w końcu powoli się podnosząc. Najwyższa pora skończyć z tym leżeniem, ileż można. Po kąpieli jeszcze bym obejrzał te rany. Chciałbym zobaczyć, jak one wyglądają i się goją. I może też spróbować trochę popracować tą prawą dłonią...? Chyba już nic złego się stać z nią nie może. Co miało się podgoić, powinno być podgojone. Ileż można się wstrzymywać. – Pójdę przygotować kąpiel. Mam już dosyć tego siedzenia – dodałem, kierując się do łazienki. Jeszcze mnie trochę bolało, no ale wczoraj było gorzej, i to znacznie gorzej. Dzisiaj na pewno będę mógł zrobić więcej.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz