Nie byłem do końca przekonany, czy jego pomysł można w ogóle nazwać dobrym. Szczerze mówiąc, zbyt dobrze znałem tego wampira, by łudzić się, że tym razem obejdzie się bez komplikacji. Tam, gdzie pojawiał się Draven, zawsze czaiły się kłopoty, a jeszcze większe groziły Elianowi. Jeśli wyczuje na nim mój zapach, natychmiast stanie się jego obiektem zainteresowania. A tego naprawdę wolałem uniknąć. Zwłaszcza teraz, gdy wiem, z czym, bo nawet nie można powiedzieć z kim, mamy do czynienia.
- Mimo wszystko uważam, że nie powinieneś tam iść - Stwierdziłem w końcu, czując gdzieś głęboko w kościach, że to nie skończy się dobrze. Ale kto by mnie słuchał? Przecież ja zawsze przesadzam. Ja się przecież na niczym nie znam.
- Serathion, chyba już ci coś mówiłem - Odpowiedział twardo, nie ustępując ani na krok. Jego ton tylko podsycił moją irytację.
Westchnąłem ciężko.
- To nie o to chodzi, że nie rozumiem, co do mnie mówisz - Powiedziałem, starając się zachować spokój. - Rozumiem doskonale. Ale jeśli on wyczuje mój zapach na tobie, to wszystko może wymknąć się spod kontroli. Jeśli wypowie na głos, moje imię lub napomknie że pachniesz wampirem a ten łowca to usłyszy.. obaj możemy mieć poważne problemy. - Spojrzałem na niego uważnie, jakby chciał upewnić się, że dociera do niego każde moje słowo. - Sam przecież mówiłeś, że mamy trzymać się z dala od kłopotów - Dodałem ciszej, z nutą desperacji. - Nie chcę, żebyś w głowie układał sobie milion odpowiedzi tylko po to, by mnie uspokoić. Chcę, żebyś naprawdę mnie usłyszał. - Odparłem, naprawdę się o niego martwiąc i nie chcąc aby coś złego mu się mogło stać.
Elian oczywiście w ogóle się tym nie przejął. Wręcz przeciwnie, zbył mnie machnięciem ręki, twierdząc, że nic złego nie może się stać. No tak. W końcu jest doświadczonym łowcą, a takim doświadczonym łowcom przecież nigdy nie przytrafia się nic złego. Skoro tak uważa, niech mu będzie. I tak ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, ja mówiłem jedno, on myślał swoje, a w rezultacie nie wynikało z tego absolutnie nic. Chyba po prostu musiałem się z tym pogodzić.
- Dobrze. Rób, co uważasz - Powiedziałem w końcu, rezygnując z dalszych prób. - Tylko bardzo cię proszę, uważaj na siebie. On jest naprawdę nieprzewidywalny i może was skrzywdzić, jeśli mrugniecie okiem w nieodpowiednim momencie. - Na jego twarzy pojawił się lekko kpiący uśmiech, którego nie sposób było nie zauważyć.
- Nie jestem głupkiem. Nie dam się jakiemuś głupiemu wampirowi - Stwierdził z pewnością siebie, po czym cmoknął mnie w czoło. - Przestań się martwić, wyluzuj. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję, że wrócę cały i zdrowy. - Mówiąc to, pogładził mnie po ramieniu, jakby tym jednym gestem chciał rozproszyć wszystkie moje obawy. Szkoda tylko, że nie potrafił.
Westchnąłem ciężko i odsunąłem się od niego, po czym spojrzałem mu prosto w oczy. Tym razem bez ironii, bez żartów, tylko czysta powaga.
- Pamiętaj jedno - Powiedziałem cicho. - Jeśli nie wrócisz do mnie cały i zdrowy… obiecuję ci, że cię znajdę. A potem zabiję. - Nie mrugnąłem nawet na chwilę, rzucając mu poważne spojrzenie, które nie pozwalało na żaden sprzeciw.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz