Może trochę porywam się z motyką na słońce, ale nie chodzi tu tylko o moje życie, ale i o życie innych ludzi. I może nawet o życie Serathiona. Tak sobie teraz o nim myślę... może powinienem mu zostawić bardziej konkretne instrukcje? Że jak mi się coś stanie, to ma natychmiast znikać, a nie mnie szukać, albo nie daj Boże ratować. Chociaż, czy on też by mnie posłuchał...? Szczerze, wątpiłem. Teraz pewnie chodzi w kółko, niepokoi się, a kiedy ostatnie promienie słoneczne znikną za horyzontem, wyjdzie mnie szukać. Muszę więc załatwić go przed zachodem. Albo czegoś się dowiedzieć o wrogu. Zdecydowanie bardziej wolałbym zebrać informacje, niż ślepo ruszyć na potwora, ale czy mamy czas? Muszę bardziej Jamesa wypytać o to zlecenie. Jakoś go tutaj wytropił... niby. Serathion nic nie wyczuł. Niby staram się to wytłumaczyć tym, że miasto jest duże, ale sam nie wiem, trochę to naciągane, zwłaszcza, że ma się ukrywać w jakiejś niezwykle drogiej gospodzie, takie zawsze są w centrum a my przecież spacerowaliśmy po centrum. Może tak dobrze się maskuje? Dziwna ta sprawa.
- Masz jakieś pojęcie, co tu może robić? - spytałem, kiedy w końcu zszedłem na dół i dołączyłem do mojego chwilowego partnera. Strasznie dziwnie mi będzie pracować z kimś po tak długiej przerwie... i nie wiem, czy mi się to podoba. Chyba lepiej mi bez nikogo. Nikim nie muszę się przejmować, o nikogo bać... a teraz nie dość, że mam Serathiona, który jest całym moim światem i dla którego zrobię wszystko, to jeszcze muszę niańczyć tutaj kolejnego łowcę. Może to wszystko będzie jakimś nieporozumieniem? Z jednej strony, lepiej dla mnie, ale tak niebezpieczny i brutalny wampir nie powinien egzystować. Tak właściwie nie tylko wampir, takie zło w ogóle nie powinno istnieć. Jeśli mam możliwość, muszę je tępić.
- Z tego, co wiem, pozbywa się łowców. Na początku nie widziałem w tym sensu, ale skoro ty tu jesteś, może przyszedł po ciebie? - zaproponował, co mnie zaskoczyło. Po mnie? Nie kojarzę, abym walczył z kimś takim. A może zabiłem kogoś z jego rodziny...? Nie mam pojęcia. Mam kilku wampirów wyższych na koncie, owszem, ale to były pojedyncze przypadki. Te wyższe rodziny zwykle były dyskretne, nietykalne, powiązane z władzami i szlachtą, więc naprawdę niewiele mogłem zrobić, nawet jeśli bym bardzo chciał.
- Po mnie? A co ja mam z nim wspólnego? W życiu nie miałem do czynienia z jakimkolwiek wyższym wampirem, który by pasował do tego opisu – mruknąłem, delikatnie marszcząc brwi. Blond... to mało popularny kolor w tych stronach. Kojarzyłbym, zdecydowanie.
- Może wystarczy samo to, że jesteś łowcą. Gdzieś usłyszał, że tu taki jest, i zdecydował się zaatakować. Wampirom niewiele trzeba do nienawiści – wzruszył ramionami, a ja musiałem powstrzymać się od delikatnego skrzywienia.
- Więc nie musimy się spieszyć. Powinniśmy się rozdzielić, i go zlokalizować. A później pomyślimy – zarządziłem, kierując się ku wyjściu. To naprawdę chodzi o mnie? Po to Draven tutaj przyszedł? Coś mi tutaj nie grało.
<Różyczko? C:>
- Masz jakieś pojęcie, co tu może robić? - spytałem, kiedy w końcu zszedłem na dół i dołączyłem do mojego chwilowego partnera. Strasznie dziwnie mi będzie pracować z kimś po tak długiej przerwie... i nie wiem, czy mi się to podoba. Chyba lepiej mi bez nikogo. Nikim nie muszę się przejmować, o nikogo bać... a teraz nie dość, że mam Serathiona, który jest całym moim światem i dla którego zrobię wszystko, to jeszcze muszę niańczyć tutaj kolejnego łowcę. Może to wszystko będzie jakimś nieporozumieniem? Z jednej strony, lepiej dla mnie, ale tak niebezpieczny i brutalny wampir nie powinien egzystować. Tak właściwie nie tylko wampir, takie zło w ogóle nie powinno istnieć. Jeśli mam możliwość, muszę je tępić.
- Z tego, co wiem, pozbywa się łowców. Na początku nie widziałem w tym sensu, ale skoro ty tu jesteś, może przyszedł po ciebie? - zaproponował, co mnie zaskoczyło. Po mnie? Nie kojarzę, abym walczył z kimś takim. A może zabiłem kogoś z jego rodziny...? Nie mam pojęcia. Mam kilku wampirów wyższych na koncie, owszem, ale to były pojedyncze przypadki. Te wyższe rodziny zwykle były dyskretne, nietykalne, powiązane z władzami i szlachtą, więc naprawdę niewiele mogłem zrobić, nawet jeśli bym bardzo chciał.
- Po mnie? A co ja mam z nim wspólnego? W życiu nie miałem do czynienia z jakimkolwiek wyższym wampirem, który by pasował do tego opisu – mruknąłem, delikatnie marszcząc brwi. Blond... to mało popularny kolor w tych stronach. Kojarzyłbym, zdecydowanie.
- Może wystarczy samo to, że jesteś łowcą. Gdzieś usłyszał, że tu taki jest, i zdecydował się zaatakować. Wampirom niewiele trzeba do nienawiści – wzruszył ramionami, a ja musiałem powstrzymać się od delikatnego skrzywienia.
- Więc nie musimy się spieszyć. Powinniśmy się rozdzielić, i go zlokalizować. A później pomyślimy – zarządziłem, kierując się ku wyjściu. To naprawdę chodzi o mnie? Po to Draven tutaj przyszedł? Coś mi tutaj nie grało.
<Różyczko? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz