Starałem się usłyszeć wszystko, co tylko byłem w stanie wyłowić z tego wszechobecnego hałasu. Nie było to proste, gdy do moich uszu docierały setki innych dźwięków śmiech, płacz, urywane rozmowy ludzi mówiących o rzeczach, o których wolałbym nawet nie myśleć.
Ludzie są naprawdę dziwni. Te istoty chyba już zawsze będą mnie zaskakiwać, a ja… ja chyba zawsze będę miał o nich jedno i to samo zdanie: dziwadła, z którymi nie sposób współpracować.
Chociaż nie, Elian także był człowiekiem, a jednak z nim dało się współpracować. Był inny niż wszyscy ludzie, których znałem. Choć i tak uważam, że gdyby tamtej nocy Duranowie godnie wynagrodzili go za jego pracę, nigdy byśmy nie byli razem. Zostawiłby mnie tam i po prostu odszedł.
Ale czy mogę go za to winić?
W jego oczach byłem potworem bestią, która zabija. Tymczasem w rzeczywistości nigdy nie odebrałem życia niewinnej duszy. Zawsze trzymałem się z dala od ludzi, bo nie chciałem krzywdzić tych, którzy na to nie zasługiwali. Wiem, to niepodobne do wampira… ale ja nigdy nie byłem normalnym wampirem. Nie takim jakim widział mnie ten świat.
Mój ród również nie był normalny. Od zawsze woleliśmy zwierzęta. Nie uczono nas pić ludzkiej krwi.
Jednak gdy pierwszy raz jej skosztowałem, podczas zemsty, powrót do zwierzęcej krwi okazał się niemal niemożliwy. Dawała mi znacznie mniej. Nie przynosiła tej samej ulgi, tego samego ukojenia. Co gorsza, musiałem jej wypić ogromne ilości, by choć przez jeden dzień poczuć coś na kształt spokoju.
Z niecierpliwością wyczekiwałem powrotu mojego partnera. Każda minuta dłużyła się w nieskończoność. Dlatego poczułem prawdziwą ulgę, gdy wreszcie, z łaski swojej do mnie wrócił.
- No nareszcie - Burknąłem, nie kryjąc irytacji. - Co tak długo? Ileż można dowiadywać się o wampirze, którego szuka łowca? - Byłem trochę obrażony. I trochę przestraszony, choć nigdy bym się do tego nie przyznał.
- Wybacz - Odezwał się w końcu. - Musiałem z nim porozmawiać. A to nigdy nie trwa kilka minut. Na szczęście nie chodzi o ciebie. Szuka młodego, blondwłosego wampira pochodzącego ze szlachetnej rodziny. Chciałby, żebym pomógł mu go schwytać, żywego. Takie dostał zlecenie. - Już po samym tonie jego głosu słyszałem, że chce się w to zaangażować. Że chce pomóc, mimo że wcale nie powinien.
To nie była jego sprawa. Nie miał żadnego powodu, by się narażać.
- Rozumiem - Odparłem chłodno. - I oczywiście chcesz mu pomóc, prawda?
Zawahałem się na moment, po czym dodałem ciszej. - Ciekawe, czy go również wysłali Duranowie. Tak się składa, że nie byłem jedynym wampirem, który mścił się za odebranie mu wszystkiego. Był jeszcze jeden. I jeśli to właśnie on… Cóż. Jeśli to on, nie złapiecie go tak łatwo. Był znacznie silniejszy. Znacznie gorszy. I o wiele bardziej skory do zabijania ludzi, nawet niewinnych, jeśli tylko stanęli mu na drodze. - Wspomnienie uderzyło we mnie nagle, niemal fizycznie. Draven. Wampir, który przerażał nawet mnie. Nieprzewidywalny. Brutalny. Pozbawiony hamulców. A opis, który przed chwilą usłyszałem… był do niego niepokojąco podobny.
Tylko dlaczego zjawił się w tym mieście?
I dlaczego jeszcze go nie wyczuwam?
Ta myśl sprawiła, że poczułem chłód wzdłuż kręgosłupa. Czyżby szukał pomocnika? Nie. Oby nie. Byłem ostatnim wampirem, który w ogóle próbowałby mu w czymkolwiek pomóc.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz