To z jego strony było nawet miłe, że próbował mnie pocieszyć doceniam to. Tyle że nie było to potrzebne. Naprawdę mógłby sobie tego oszczędzić. Zamiast skupiać się na mnie, powinien pomyśleć o sobie i o tym, w jak ogromnym niebezpieczeństwie się znajduje, jeśli tylko ktoś dowie się, że jest w związku z wampirem.
Jeśli ten łowca odkryje prawdę, mój partner może mieć poważne kłopoty. A tego nie chciałbym dla niego nigdy.
Ja mogę uciec. Nawet przed łowcą. Mogę zniknąć w głębi lasu, rozpłynąć się w cieniu, zacząć od nowa gdzieś indziej. On nie ma takiego luksusu. Gdy ludzie dowiedzą się, że jest związany ze swoim wrogiem i to tym najbardziej niebezpiecznym, znienawidzą go. Będą wytykać go palcami, szeptać za plecami, a wtedy nikt już nie da mu pracy w branży. Zostanie napiętnowany na zawsze.
Być może przesadzam. Być może to wcale nie o mnie chodzi. A jednak się martwię, nie o siebie, lecz właśnie o niego. Mnie samego szczerze nie obchodzi, co by się ze mną stało. Jestem dorosły, silny, zahartowany przez czas. Moje życie… i tak nie ma większego znaczenia. Żyję na tym świecie już sto pięćdziesiąt lat i niewiele dobrego mnie w nim spotkało, poza tym jednym głupolem, który wdarł się w moje istnienie zupełnie nieproszony i zmienił je bardziej, niż kiedykolwiek sądziłem, że to możliwe. Bez niego nie wiem nawet, czy potrafiłbym jeszcze żyć.
Oczywiście wiem, że on prędzej czy później odejdzie z tego świata. Jest śmiertelny, a ja nie. Ale nie chcę teraz o tym myśleć. Nie chcę wyobrażać sobie tego bólu, nie chcę go nazywać ani oswajać. Na razie wystarczy mi to, że jest. Że oddycha. Że stoi obok.
I że właśnie jego boję się stracić najbardziej.
- Nie przejmuj się moimi kłami - Zapewniłem cicho. - Będę starał się robić to jak najrzadziej, tylko wtedy, gdy naprawdę będzie to konieczne.
Bałem się, że jeśli pozwolę sobie na więcej, mógłbym go nie tylko osłabić, ale też zrobić mu krzywdę, nawet niechcący. A tego nie chciałem najbardziej. Zwłaszcza teraz, gdy istniała realna możliwość, że z dnia na dzień będziemy zmuszeni stąd uciekać.
- No błagam cię, tylko teraz nie zaczynaj z takimi głupotami - Stwierdził, przytulając się do mnie. - Masz spożywać odpowiednie ilości krwi, dokładnie tak, jak mówiłem. Po prostu gryź niżej. - I właśnie tak wyglądają rozmowy z nim. Ja mówię jedno, a on i tak chce zrobić drugie. Jakbym gadał ze ścianą. Męczący, uparty, absolutnie nie do ruszenia… a jednak niemożliwy do niekochania.
- Ty naprawdę jesteś niemożliwy - Westchnąłem, siadając okrakiem na jego nogach i jeszcze bardziej wtulając się w jego ciało.
- Może i jestem niemożliwy - Przyznał bez wahania. - Ale kocham cię. I dla twojego bezpieczeństwa zrobię wszystko, żeby nic ci się nie stało. - Mówiąc to, gładził mnie po włosach, a drugą dłoń, jakby zupełnie odruchowo, położył na moich pośladkach. Jak zawsze. Nawet w takiej chwili musiał sobie pozwolić choć na odrobinę dotyku.
- Ty tak na poważnie? - Zapytałem rozbawiony. - Nawet w takiej sytuacji obmacujesz mi tyłek? - Odsunąłem się od niego tylko na tyle, by ucałować jego miękkie usta.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz