Było mi naprawdę głupio. Szczerze, zapomniałem o jego urodzinach. I to nie dlatego, że mam to wszystko gdzieś. Nie. Zdecydowanie nie. Po prostu… ostatnio jestem potwornie przemęczony tym, co się dzieje dookoła.
Daisuke w ostatnich tygodniach jest niesamowicie absorbujący, w pracy mam coraz więcej na głowie, a to wszystko zaczyna mnie powoli przytłaczać. I w ten właśnie sposób zawalam kolejne sprawy, nawet jeśli wcale nie chcę ich zawalać. Eh… ciężkie czasy nadeszły, a ja coraz częściej łapię się na myśli, że nie wiem, czy jestem w stanie sobie z nimi poradzić.
Mój panicz, trochę niepewnie, położył się na łóżku, uważnie mi się przyglądając. Czułem na sobie jego wzrok, ciężki i wyczekujący, jakby próbował odgadnąć, co zrobię dalej. A ja w tej chwili stałem rozdarty, zastanawiając się, jaka decyzja będzie mniejszym złem, zostać przy nim czy jednak wyjść?
Jeśli teraz wyjdę, dostanie mi się za to, że go zostawiam.
Jeśli zostanę… może być na mnie zły, że to jego urodziny, a ja nic z tym nie robię.
Ach. Ciężkie jest życie z kobietą w ciąży.
- Wiesz… może chciałbyś czegoś? - Odezwałem się w końcu, niepewnie. - Może chcesz się czegoś napić albo coś zjeść? Jestem w stanie przynieść ci cokolwiek, na co tylko będziesz miał ochotę. - Szczerze mówiąc, chciałem choć trochę odkupić swoje winy. Doskonale wiedziałem, że zwykłe przyniesienie jedzenia czy picia niczego nie naprawi, ale zawsze warto spróbować. Może dzięki temu będzie się na mnie choć odrobinę mniej złościł?
Chociaż… kogo ja oszukuję. Nieważne, co zrobię, tych win i tak już nie odkupię.
- Chcę, żebyś pamiętał o moich urodzinach - Mruknął, odwracając się do mnie plecami i naciągając na siebie kołdrę, jakby chciał się odgrodzić nie tylko od światła, ale i ode mnie.
I co ja z nim mam?
Oczywiście, wiem, że zawaliłem. Nie musiał mi tego przypominać w taki sposób. Ale czy naprawdę ma zamiar karać mnie za to w nieskończoność? Bo jeśli tak… zaczynam żałować. Żałować, że w ogóle wspomniałem o dzieciach. Gdybym nigdy tego nie zrobił, nie przemieniłby się w kobietę. Nie byłby teraz tak inny. Tak obcy. Tak dla mnie niezrozumiały i nieodkryty.
- Przecież już przeprosiłem - Westchnąłem ciężko. Byłem naprawdę wyczerpany tym wszystkim. Tą rozmową, tą sytuacją, tym napięciem, które wisiało w powietrzu od samego rana.
- Może zamiast przepraszać, weźmiesz się w garść i coś z tym zrobisz - Burknął.
Nawet na mnie nie spojrzał. Ani na chwilę.
Dobrze. Skoro tego chce.
Zrobię wszystko, na co mnie stać, żeby go uszczęśliwić. A żeby to zrobić, nie mogłem tu zostać. Musiałem wyjść z rezydencji. Musiałem coś dla niego kupić, cokolwiek, co pokaże, że mi zależy, nawet jeśli to wciąż będzie za mało.
- Rozumiem - Odpowiedziałem krótko.
Bez zbędnych słów, które i tak nie miałyby dla niego większego znaczenia, opuściłem pokój w milczeniu. Postanowiłem pójść do miasta, wiedząc, że jeśli teraz tego nie zrobię, on chyba nigdy mi tego nie wybaczy.
Ruszyłem przed siebie, na poszukiwanie prezentu dla mojej panienki. Przez dobrą godzinę błąkałem się od sklepu do sklepu, bez większego pomysłu, kupując to, oglądając tamto, odkładając wszystko z powrotem. W końcu zdecydowałem się na bukiet kwiatów, na przeprosiny, oraz złoty naszyjnik. Kosztował mnie krocie, ale to nie miało znaczenia.
Najważniejsze było tylko jedno: że może… a może jednak nie… wybaczy mi to, jak się zachowałem.
<Panicznu? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz