czwartek, 5 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Zdecydowanie za bardzo się przejmował, i zupełnie nie brał pod uwagę mojego zdania. Nie byłem przecież taki głupi. Byłem bardziej swiadom swojego ciała niż mógłby przypuszczać. Doskonale wiedziałem, na ile mogę sobie pozwolić, na ile nie. Na razie jednak czułem się jak najbardziej w porządku, lekko otumaniony z powodu utraconej krwi, ale zaraz mi przejdzie. Potrzebowałem po prostu chwili, co było zupełnie naturalne. 
– Nie skrzywdziłbyś mnie – powiedziałem cicho i pewnie do niego. – Gdybyś chciał, już dawno byś przekroczył ten mój limit. A ty uparcie trwasz na swoim minimum. Tyle dobrego, że jesz częściej. Już wyglądasz lepiej – dodałem, gładząc jego policzek. 
– Za wielką wiarę we mnie masz. Powinieneś być przy mnie bardziej ostrożny, aż tak mi nie ufać, nie w tej kwestii – odparł, kręcąc z niedowierzaniem głową. 
– Powinienem – kiwnąłem głową, zgadzając się z nim. – Ale jestem zbyt bardzo w tobie zakochany. Zresztą, przynajmniej bym zginął robiąc coś pożytecznego. 
– A idź ty mi z tym umieraniem. Kto to widział, chłop ledwo dwudziestkę przekroczył, a mówi o swojej śmierci tyle co przecięty siedemdziesięciolatek – prychnął, ewidentnie niezadowolony. 
– Siedemdziesiąt lat? Żeś poszalał. Taki wiek osiągają jedynie szlachcice, osoby złe do szpiku kości albo niesamowicie wredne – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego rozbawiony. Do porównania wybrał sobie naprawdę wysoki wiek jak na człowieka. 
– Więc możesz być spokojny. Ze szlachty nie wywodzisz z tego, co mi wiadomo, zły też nie jesteś, ale wredotą ty jesteś straszną – pocisnął mi, co mnie zaskoczyło. 
– A w lustro to ty patrzyłeś? – odparłem, marszcząc oburzony brwi. Mi będzie wypominał takie brzydkie rzeczy, a on sam idealny niby? 
– Tak się składa, że nie. Nie mam za bardzo takiej możliwości, a żałuję. Mógłbym wiecznie obserwować, jak piękny jestem – teatralnie poprawił swoje włosy. Ależ on jest skromniutki. 
– Jeżeli masz mój rysunek, możesz się obserwować cały czas. Uważam, że odwzorowałem cię dosyć wiernie – dodałem, po czym go ucałowałem w policzek. – Powinienem się ruszyć, nim Futerko zje nas żywcem. 
– To ty jesteś na to narażony. Mnie nie ruszy. Za bardzo mnie kocha – powiedział rozczulonym głosem. 
– Oczywiście, że o to chodzi. To, że jesteś tak właściwie martwy, nie ma absormunie nic do rzeczy – pokręciłem rozbawiony głową, powoli podnosząc się z łóżka. 
Nie spiesząc się zacząłem kompletować swój strój, a później powoli go zakładać. Kiedy siedziałem jeszcze bez koszuli na łóżku, poczułem, jak Serathion przesuwa opuszkami palców gdzieś pomiędzy łopatkami. 
– Te zadrapania chyba do mnie należą, co? – powiedział rozbawiony. A więc to moje blizny gładził... wiele to wyjaśnia. 
– Na to wychodzi. Nie przypominam sobie, bym miał tam czyjeś inne pazury – odparłem lekko, zarzucając w końcu na swoje ciało koszulę. – Wystarczy tego patrzenia się na moje ciało, twój wzrok mnie zawstydza – dodałem przesadnie teatralnie, zapinając guziki koszuli. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz