poniedziałek, 2 lutego 2026

Od Daisuke CD Haru

 Na jego słowa spuściłem wzrok, patrząc się intensywnie w nasze dłonie. Nie potrafiłem mi uwierzyć. Nie mogłem być piękny. Nie w takim wydaniu; nie z tym brzuchem, szarą cerą i lichymi włosami. Najlepsze swoje momenty miałem za sobą, na długo przed ciążą. Czasem przez głowę przelatywały mi myśli, że już nigdy nie wrócę do swojej dawnej świetności, nawet jak już będę na powrót mężczyzną. Że ta ciąża wykończy mnie bardziej, niż początkowo przypuszczałem. A wtedy przestanę podobać się Haru, który w tej chwili wyglądał nadwyraz przystojnie. Gdyby się jeszcze tylko wysypiał... ale to moja wina. Nie zawsze mu na to pozwalam. Ile to razy budziłem się w środku nocy przeraźliwie głodny, jakbym nie jadł z tydzień, albo i dłużej. I że akurat on był pod ręką, to on spełniał moje nie tak małe zachcianki. Teraz przynajmniej wiem, dlaczego jestem aż tak głodny, byłem przekonany, że karmię jedno wilcze dziecko, a tymczasem rośnie we mnie aż dwójka takich głodomorów. Przez to, ile teraz jem, na pewno nie wrócę do dawnej wagi, a na pewno nie tak szybko. Ile wyrzeczeń mnie czeka... nie, zdecydowanie w tej chwili nie powinienem o tym myśleć. Przede mną poród, to na nim powinienem się skupić, bo nawet nie wiem, czy przeżyję. 
– W tej chwili nie mogę wyglądać pięknie. Dlatego uważam, że twój komplement jest bardziej po to, by poprawić mi nastrój – powiedziałem spokojnie, w końcu kierując się do wieszaków. Nawet jeżeli ma być to krótki spacer, muszę się dobrze ubrać. Jest tam zbyt zimno, by bagatelizować takie rzeczy. I jak ja mógłbym sobie poradzić z przeziębieniem, tak boję się, jak to mogłoby wpłynąć na dzieciaki. Lepiej nie ryzykować ich życiem. 
– Nie wyglądasz pięknie? A co z twoim pięknym uśmiechem? Tymi ślicznymi oczkami? I cudownymi rumieńcami? – założył po dżentelmeńsku płaszcz na moje ramiona, a kiedy usiadłem na krześle, pomógł mi także z butami, za co mu byłem bardzo wdzięczny. Nie wiem, czy wam dałbym z tym sobie sam radę. 
– A co z tym wielkim brzuchem, sińcami pod oczami i wszystkimi niedoskonałościami na twarzy? Wyglądam jak jedna wielka tocząca się beczka nieszczęścia – powiedziałem, czekając jak Haru się ubierze. 
– Wyglądasz jak zmęczona, ciężarna kobieta. I przy tym niezwykle piękna kobieta – powiedział, całując mnie w czoło. – To co, idziemy? 
– Tak. Ale będę potrzebował pomocy w zejściu po schodach – poprosiłem, powoli wstając z fotela. Haru oczywiście zaraz mi pomógł, chwytając moją dłoń i podtrzymując mnie przy każdym kroku. Czułem się trochę jak jakaś stara kobieta, ale nie narzekałem na jego pomoc. Prawda była taka, że jej potrzebowałem. Mam pewność, że jeżeli choć trochę zasłabnę, on będzie obok, i nie pozwoli mi upaść. No i, był blisko, a jego bliskości nigdy mi nie będzie mało. A może to dzieciaki tak bardzo chcą bliskości taty? Zwykle dzieci mają silniejszą więź z matką, ale miałem szczerą nadzieję, że nasze będą chciały być przy tacie. On sobie lepiej poradzi z wychowywaniem niż ja. – I jeszcze marchewki. Dla koni. Nie możemy do nich zajrzeć z pustymi rękami, będzie im przykro – dodałem, przypominając sobie o naszych wiernych wierzchowcach. Zresztą, może jak Haru da taki przysmak mojemu Ignisowi, to ich relacja będzie jeszcze lepsza? Miałem szczerze taką nadzieję. 

<Piesku? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz