Oj, żeby wiedział, że musi tu być i nas pilnować. Gdyby nie on, zdecydowanie nie byłbym taki grzeczny. Gdyby tylko mi pozwolił, oczyściłbym te ziemie z wszelkich grzeszników, którzy to już nie mają szans na nawrócenie, bo są tak spaczeni. Nie dość, że czyniłbym dobro, to jeszcze najadłbym się po wsze czasy; uwielbiałem dusze ociekające grzechem, w przeciwieństwie do innych demonów, które to raczej lubowały się w niewinnych duszyczkach. W sumie, to nie mam za wielkiego porównania, i nie chcę zmieniać tej sytuacji. Moim celem jest zapewnienie mojej rodzinie bezpieczeństwa, a między innymi niebezpieczeństwo stwarzają ludzie przesiąknięci złem do szpiku kości, a nie niewinni. Pytanie, jak Mikleo będą one smakować, jeżeli będzie musiał się w ten sposób posilać, jak już zajdzie w ciążę... O ile w ogóle odważy się nimi posilić. No nic na razie są to czyste gdybania, to nie jest nic pewnego, za jakiś czas Mikleo może stwierdzić, że on to nie chce jednak kolejnego dziecka, a ja to zaakceptuję z ulgą, bo wiem, że wtedy przeżyje, i nic złego się mu się nie stanie. Bez dziecka sam sobie radę. Ale bez niego? Stracę mój jedyny sens życia.
– Dokładnie tak. Bo jeżeli ty mnie nie przypilnujesz i nie pobawisz się w moje wyrzuty sumienia, spalę cały świat – odpowiedziałem, troszkę się rozluźniając i wygodniej opierając się o oparcie kanapy.
Kociak w ogóle się nie ruszał. Znaczy się, ruszał, ale zamiast oddalać się, to tylko wygodniej układał. Dziwne uczucie. Strasznie surrealistyczne to wszystko było. Dalej nie mogłem uwierzyć, że po tak długim czasie to puchate maleństwo zdecydowało się do mnie przyjść, i ułożyć się na moich kolanach, a nie chociażby na kolanach Mikleo. Przecież jak go zostawiałem samego w nocy, kiedy jeszcze chodziłem do pracy, to z rana zawsze moja połowa łóżka była zajęta przez wszystkie trzy kociaki. Gdyby nie to, że strasznie tęskniłem za Mikleo, pewnie nawet bym nie zaglądał do sypialni, by ich nie płoszyć. Ale po spędzeniu czasu z tymi paskudnymi ludźmi potrzebowałem mojego męża przy sobie, by się wyciszyć.
Nie potrafiłem pracować z ludźmi. Większość z nich tak strasznie mnie irytowała, bo byli tacy... głupi. Albo leniwi, ciężko mi było stwierdzić, ale jedno z tych dwóch na pewno. Niestety, większość prac dostępnych na rynku właśnie polega właśnie na pracy z ludźmi. No ale czego się nie robi dla dobra rodziny? Potrzebujemy pieniędzy na drewno, z których to mógłbym zrobić nam nowe meble z tak jak chciała tego moja Owieczka. I w swoim czasie na pewno postawię w sypialni meble takież jakie sobie wymarzy, o ile w ogóle będę w stanie zrobić to, co on chce. Co nieco potrafiłem, ale nie jestem jakimś wielkim cieślą. W ogóle nie jestem cieślą, bardziej samoukiem.
– Absolutnie żadnej presji na mnie teraz nie nakładasz – odpowiedział rozbawiony, drapiąc Wąsika pod bródką.
– Presję to ja mam przed tą wigilią. Nie chciałbym jej popsuć swoją obecnością – powiedziałem cicho, opierając policzek o jego głowę. Przez najbliższe dni będę żył tą nieszczęsną wigilią, by nie popsuć przypadkiem wspomnień dzieciaków.
<Owieczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz