niedziela, 1 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Jemu było łatwo mówić, na niego temperatura nie wpływała. Nie tak jak na mnie. Póki są mrozy nie ma mowy, że pozwolę sobie na takie szaleństwo. Nie mówiąc o tym, że to trochę takie... nieprzyzwoite, kochać się w miejscu, gdzie ktoś cię może nakryć. Zresztą, co to za przyjemność pierdolić się w brudnej uliczce? Nie wiem, czy mi by się to spodobało. Wolę miejsce, w którym mogę go rzucić na miękki materac, popchnąć go na czysty blat czy przyprzeć do ściany, która to nie klei się od brudu. 
– Skoro śpi, to nie ma sensu go brać z nami. Zresztą, i tak na zewnątrz nie robi nic innego jak siedzi mi pod płaszczem i się trzęsie – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. 
– A jak się obudzi i zacznie panikować? – zapytał, podchodząc do kotka, by pogładzić jego grzbiet. 
– Jak się obudzi, to przejdzie na nasze łóżko i tak się rozwali, że nie będę miał jak się położyć – mruknąłem, niespecjalnie się nim przejmując. Co prawda, jeszcze ani razu nie został sam na dłużej niż półgodziny... ale ile nam może taki spacer zająć? Na dwie godziny maksymalnie z nim mogę wyjść, ale niech nie liczy na więcej. – Porządnie sobie pojadł, i teraz śpi. Jak wrócimy, przyniosę mu kolejną porcję. I nakarmimy ciebie. Z samego wina nie wyżyjesz – odpowiedziałem, naciągając kaptur na swoją głowę. Idę z nim tam głównie dlatego, że jestem o niego zazdrosny. No i też faktycznie muszę zacząć się ruszać. Za dużo leżę, i chociaż to bardzo przyjemne, powinienem trochę się z tym hamować. 
– Niesamowite. Już masz cały plan, mój dorosły mężczyzno – powiedział rozbawiony, zmniejszając dystans pomiędzy nami. – Oby tylko Futerku się nic nie stało. 
– Żyje tu jak pączek w maśle. Naprawdę, nic mu nie będzie – powiedziałem, nakładając także kaptur na jego głowę. Nie może za bardzo się odznaczać, a bez ochrony głowy... cóż, będzie się bardzo odznaczał. I jeszcze bardziej przyciągał spojrzenia, bo jego twarz będzie lepiej widoczna. Oj nie, lepiej, żeby się zakrył. 
– Co ty robisz? Zepsujesz moją fryzurę – burknął, chcąc zdjąć kaptur, na co mu nie pozwoliłem, powoli ciągnąc go w stronę wyjścia. 
– Pizga takim złem, że tylko totalni popierdoleńcy chodzą tak odkryci. A ty popierdoleńcem nie jesteś, prawda? – odparłem, prowadząc go po schodach. 
– Ale teraz jestem brzydki – burknął, pusząc swoje policzki, co wyglądało tak uroczo. 
– Ciesz się więc, że patrzę na twoje wnętrze. I na to, jak ciasne jest – wymruczałem mu do ucha, a następnie ucałowałem kącik jego ust, akurat w momencie, w którym to Lidia spojrzała w naszym kierunku. Cóż, taki był mój zamysł, by nie był przypadkiem o nią zazdrosny. A i jemu się to bardzo spodobało, z tego, co wyczułem... Jak niewiele trzeba, by poczuł się lepiej, to aż niesamowite. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz