Jemu było łatwo mówić, na niego temperatura nie wpływała. Nie tak jak na mnie. Póki są mrozy nie ma mowy, że pozwolę sobie na takie szaleństwo. Nie mówiąc o tym, że to trochę takie... nieprzyzwoite, kochać się w miejscu, gdzie ktoś cię może nakryć. Zresztą, co to za przyjemność pierdolić się w brudnej uliczce? Nie wiem, czy mi by się to spodobało. Wolę miejsce, w którym mogę go rzucić na miękki materac, popchnąć go na czysty blat czy przyprzeć do ściany, która to nie klei się od brudu.
– Skoro śpi, to nie ma sensu go brać z nami. Zresztą, i tak na zewnątrz nie robi nic innego jak siedzi mi pod płaszczem i się trzęsie – odpowiedziałem, wzruszając ramionami.
– A jak się obudzi i zacznie panikować? – zapytał, podchodząc do kotka, by pogładzić jego grzbiet.
– Jak się obudzi, to przejdzie na nasze łóżko i tak się rozwali, że nie będę miał jak się położyć – mruknąłem, niespecjalnie się nim przejmując. Co prawda, jeszcze ani razu nie został sam na dłużej niż półgodziny... ale ile nam może taki spacer zająć? Na dwie godziny maksymalnie z nim mogę wyjść, ale niech nie liczy na więcej. – Porządnie sobie pojadł, i teraz śpi. Jak wrócimy, przyniosę mu kolejną porcję. I nakarmimy ciebie. Z samego wina nie wyżyjesz – odpowiedziałem, naciągając kaptur na swoją głowę. Idę z nim tam głównie dlatego, że jestem o niego zazdrosny. No i też faktycznie muszę zacząć się ruszać. Za dużo leżę, i chociaż to bardzo przyjemne, powinienem trochę się z tym hamować.
– Niesamowite. Już masz cały plan, mój dorosły mężczyzno – powiedział rozbawiony, zmniejszając dystans pomiędzy nami. – Oby tylko Futerku się nic nie stało.
– Żyje tu jak pączek w maśle. Naprawdę, nic mu nie będzie – powiedziałem, nakładając także kaptur na jego głowę. Nie może za bardzo się odznaczać, a bez ochrony głowy... cóż, będzie się bardzo odznaczał. I jeszcze bardziej przyciągał spojrzenia, bo jego twarz będzie lepiej widoczna. Oj nie, lepiej, żeby się zakrył.
– Co ty robisz? Zepsujesz moją fryzurę – burknął, chcąc zdjąć kaptur, na co mu nie pozwoliłem, powoli ciągnąc go w stronę wyjścia.
– Pizga takim złem, że tylko totalni popierdoleńcy chodzą tak odkryci. A ty popierdoleńcem nie jesteś, prawda? – odparłem, prowadząc go po schodach.
– Ale teraz jestem brzydki – burknął, pusząc swoje policzki, co wyglądało tak uroczo.
– Ciesz się więc, że patrzę na twoje wnętrze. I na to, jak ciasne jest – wymruczałem mu do ucha, a następnie ucałowałem kącik jego ust, akurat w momencie, w którym to Lidia spojrzała w naszym kierunku. Cóż, taki był mój zamysł, by nie był przypadkiem o nią zazdrosny. A i jemu się to bardzo spodobało, z tego, co wyczułem... Jak niewiele trzeba, by poczuł się lepiej, to aż niesamowite.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz