Muszę przyznać, że mi zaimponował. Pocałował mnie tam, na dole w gospodzie, na oczach innych i to bez cienia wahania. A już zupełnie nie mówiąc o córce Dony… Lidia. Tak, chyba właśnie tak miała na imię. Podobało mi się jej spojrzenie, ta zazdrość, której nie potrafiła ukryć, choć bardzo się starała.
Elian potrafi zaskakiwać i to w sposób, który dosłownie odbiera mi mowę. Tym razem zabrakło mi słów zupełnie.
Wyciągnął mnie z gospody, splatając swoje palce z moimi i trzymając moją dłoń mocno, jakby bał się, że mógłbym mu umknąć. Szliśmy chwilę w ciszy, aż w końcu odezwał się pierwszy.
- Czyżby zabrakło ci języka w gębie? - Zapytał z lekkim uśmiechem, zerkając na mnie kątem oka.
- Mi? Nie… po prostu jestem zdziwiony - Odparłem po chwili. - Że tak odważnie całujesz mnie w gospodzie. I to jeszcze na oczach… no wiesz, jak jej było… - Znów zapomniałem. Ta dziewczyna drażniła mnie na tyle, że nawet jej imię nie chciało zostać w mojej głowie na zbyt długo.
- Lidia - Poprawił mnie spokojnie. - Ta dziewczyna nazywa się Lidia. - Jakby to miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie.
- Poza tym - Ciągnął dalej, już ciszej - musiałem w końcu pokazać, że ona mnie w ogóle nie interesuje. Że jedyne, co się dla mnie liczy, to ty. Twój uśmiech, twoja twarz… ty cały. Chcę, żebyś wiedział, że to ty jesteś ważny. - Mówił to pewnie, ale jednocześnie uważnie obserwował ludzi mijających nas po drodze, tych, którzy z ciekawością zerkali w naszą stronę.
- Chyba to mi na jakiś czas wystarczy, żebym przestał być o nią zazdrosny - Stwierdziłem w końcu.
Przysunąłem się do niego nieco bliżej, specjalnie skracając dystans, by dać mu do zrozumienia, że skoro on potrafi być o mnie zazdrosny, ja również nie jestem wobec tego uczucia obojętny.
- Bardzo mnie to cieszy. Chcę, żebyś zrozumiał, że ona nic dla mnie nie znaczy - Zapewnił, unosząc moją dłoń do ust i składając na niej krótki, lecz wymowny pocałunek. Nie umknęło mi, że jednocześnie dostrzegł spojrzenia mężczyzn, którzy nas obserwowali.
Widziałem, że Elian doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół. Te ukradkowe spojrzenia wyraźnie go drażniły, nie podobało mu się, że ktoś przygląda się nam zbyt uważnie. A przecież w rzeczywistości nie powinien czuć irytacji. Wręcz przeciwnie. Powinien odczuwać satysfakcję.
Bo oni mogli jedynie patrzeć.
A my… my mogliśmy czuć siebie nawzajem.
- Nie patrz na nich - Poprosiłem cicho, zatrzymując go i zmuszając, by spojrzał tylko i wyłącznie na mnie. - Skup całą swoją uwagę wyłącznie na mnie. Na tym, jaki jestem… na tym, jak wiele mogę ci dać, jeśli mnie uszczęśliwisz i na tym jaką nagrodę dostaniesz gdy wrócimy - Uśmiechnąłem się lekko, pozwalając, by moje słowa wybrzmiały dokładnie tak, jak chciałem. - Wystarczą choćby dwie godziny - Dodałem po chwili. - Spacer na zewnątrz. Spokojny, tylko nasz. Tego naprawdę teraz potrzebuję. - Mówiłem to szczerze. Chciałem spędzić z nim dobry czas, nacieszyć się jego obecnością, jego uwagą. A gdzieś z tyłu głowy już wiedziałem, że jeśli się zgodzi… znajdę sposób, by ładnie mu się za to odwdzięczyć. Za to, że postanowił być dla mnie tak dobry.
<Elianie? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz