Myślałem, że Haru szykuje mi jakąś niespodziankę. Niekoniecznie jakąś wielką, wystarczyłby mi kwiatek, jakaś słodkość, albo... sam nie wiem, cokolwiek. Głupotka. Myślałem, że o mnie pamięta, ale wychodzi na to, że nie... To było po prostu przykre. Zawsze pamiętam o wszystkim, ale o moim dniu nikt nie pamięta. Znaczy, Suzue by na pewno pamiętała, ale musiała wyjechać na kilka dni z powodów biznesowych, lepiej, żeby to była ona niż on. Haru zdecydowanie nie dałby sobie rady. Nie potrafi nawet zapamiętać prostych rzeczy.
– Nawet nie wiesz, za co przepraszasz. Robisz to dla zasady – burknąłem, siadając na łóżku czując, jak łzy napływają mi do oczu. Tylko dzieci się teraz dla niego liczą. A gdzie ja? Może to lepiej, gdybym nie przetrwał porodu, jak i tak nie zwraca na mnie takiej uwagi. Łatwiej to później zniesie, a ja i tak do niczego tu potrzebny nie jestem.
– Przepraszam cię skarbie, po prostu... nie rozumiem – powiedział, siadając obok mnie i kładąc dłoń na moim kolanie. On się nie zgrywa, on naprawdę zapomniał...
– Czasem warto zerknąć na kalendarz, wiesz? – powiedziałem, ocierając szybko swoje policzki z łez.
– Kalendarz? Ale... – tutaj zetknął w stronę szafki, na której stał, i zamarł. – O kurwa. Znaczy, przepraszam, ostatnie dni zlały mi się w jedno i kompletnie zapomniałem, przyznaję, zjebałem. Ale ci to wynagrodzę, obiecuję.
Wynagrodzi mi... nie chciałem niczego poza po prostu pamięcią, ale nawet z tym miał problem. Spojrzałem na niego z wyrzutami. Teraz na takie rzeczy było już za późno. Haru przytulił się do mnie delikatnie, a ja, mimowolnie się w niego wtuliłem. Co jak co, ale brakowało mi jego bliskości. Ostatnio nic tylko pracuje...
– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, kochanie – dodał cicho, całując mnie w policzek. – Przygotować ci może jakiś tort? Masz na coś ochotę?
– Chcę, żeby ta ciąża się skończyła. Mam jej dosyć – odpowiedziałem, cicho pociągając nosem.
– Jeszcze troszkę. Trzy miesiące, niecałe... szybko zleci, nawet się nie zorientujesz – pocieszył mnie, nie odsuwając się ode mnie na sekundę, za co byłem mu wdzięczny. Chociaż raz... nie zmienia to jednak faktu, że z tymi urodzinami się nie popisał i zrobił mi wielką przykrość.
– Na razie każdy mój dzień to mordęga i trwa wieczność. Trzy miesiące brzmią okropnie długo – przyznałem, nerwowo przygryzając wargę.
– Będę przy tobie przez cały ten czas. Nie martw się – powiedział łagodnie, gładząc moje ramię. – Połóż się. Nie możesz się tak stresować – zaproponował, ostrożnie kładąc mnie na poduszkach. Nie chciałem spać. Chciałem... sam nie wiem, czego chciałem. Uwagi? Jego ciepła? A może... sam nie wiem. Ta ciąża jest wycieńczająca. Nie potrafię logicznie myśleć, nie wiem, czego chcę, raz czuję się szczęśliwy, raz beznadziejny... Nie mam na to siły. Chciałbym już wrócić do siebie, do swojego ciała, które tak dobrze znałem, i które to było piękne.
<Piesku? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz