wtorek, 3 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Rozbawiło mnie to, jak często wspomina o tym, czy „przechodzimy do konkretów”. Już drugi raz tego wieczoru, i w tak krótkim odstępie czasu. Jakby się trochę... niecierpliwił. A to dobrze. Bo dzięki tej wiedzy, może poniecierpliwić się jeszcze nieco dłużej. W końcu, nigdzie mi nie spieszno. Muszę się rozgrzać, i wypić ciepłą herbatkę. Zimna nie będzie taka dobra. 
– Myślę, że wpierw chciałbym wypić. Po coś poprosiłem o gorącą herbatę, tak? – powiedziałem spokojnie, poprawiając poduszki tak, by moje plecy miały jak najwygodniej, i następnie chwyciłem za kubek, rozgrzewając zmarznięte dłonie. – A później wziąłbym kąpiel. Ciepłą. I mam nadzieję, że do mnie dołączysz – uśmiechnąłem się do niego znacząco, kładąc dłoń na jego udzie i powoli przesuwając ją w górę, tej wewnętrznej części. 
– Ależ wymagania. A narzekasz na mnie, ja prosty chłop jestem – odpowiedział, prychając cicho. Zaraz też poszedł w moje ślady, i nalał sobie wina. – Oczywiście, bardzo prosty. Jedynie wyrafinowana krew, najlepsze wino, najmiększe łóżko i najschludniejszy pokój. Bardzo niewielkie wymagania, mój drogi – pokręciłem z niedowierzaniem głową, starając się ukryć rozbawienie w głosie. 
– Przypominam ci, że to ty nie chcesz ruchać się na zewnątrz, bo wolisz komfortowe łóżko. Pan wygodnicki się znalazł – wypomniał mi. Naprawdę aż tak to przeżywa? On to jest dopiero dziwny. I niebezpieczny. Kto wie, kiedy mnie zaciągnie do jakiejś alejki i zmusi do seksu, bo tak mu się będzie chciało. 
– Skoro mam wybór, wybieram to lepsze. Nie rozumiem, co w tym dziwnego – wzruszyłem ramionami, kompletnie go nie rozumiejąc. Co jest takiego fajnego w tym, że ktoś może to zobaczyć? Albo jak jakiś zjebany kamyczek wbija ci się w plecy? Dopiero się przyzwyczajam do tego, by obdarowywać go czułymi gestami na oczach innych, a on chce już całą rękę przy okazji mi pożreć.
– Wyruszymy w trasę, wygodne się skończy i zobaczymy, co wtedy powiesz – powiedział dumnie, jednym haustem kończąc cały kieliszek. Ma szczęście, że nie może się upić. A może właśnie nieszczęście...? Niektórzy bardzo lubią ten stan, skoro tak często się do niego doprowadzają. 
– A co mam powiedzieć? Nie będę miał wyboru, więc wezmę, co będę mieć. A że ty będziesz pode mną, będziesz musiał znosić wszelkie gałązki, kamyczki i brud – puściłem mu oczko. To, że byłem dominujący, miało mnóstwo plusów. Ani się za bardzo nie ubrudzę, ani nie muszę się za bardzo rozbierać, ani nawet specjalnie natrudzić. To się nazywa dopiero wygranie życia. 
– Zdecydowanie za bardzo ci pobłażam – powiedział, kręcąc z niedowierzaniem głową. 
– Mhm. Ale masz z tego tak wspaniałe profity, że nie możesz narzekać – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego porozumiewawczo. Prawda była w końcu taka, że gdyby mu się nie spodobało, uciekłby przy pierwszej lepszej okazji. I jeszcze pewnie wypiłby całą moją krew, jak na prawdziwego wampirw przystało. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz