środa, 4 lutego 2026

Od Eliana CD Serathiona

 Na jego słowa cicho się zaśmiałem, skupiając się na tym, by jak najlepiej zaspokoić i siebie, i jego. Nie wiem, czy powinno mnie to ucieszyć, czy może zmartwić. Byłem prosty, miałem ochotę, to go brałem, o ile oczywiście czas i miejsce były na to odpowiednie. A teraz jak najbardziej wszystko się zgadzało... no, prawie wszystko. Nie upomniał się o najważniejsze dla niego. To nie do pojęcia, że wampir tak bardzo odmawia krwi. Muszę wręcz sam nabijać się na te kły, by w końcu zaczął jeść, kaleczyć się, by zapach dotarł do jego nozdrzy i pobudził pierwotne instynkty. Był naprawdę nietypowy. Każdemu normalnemu takiej propozycji nie trzeba powtarzać, a on znajdzie tysiąc wymówek, by w tej chwili nie skorzystać z tej krwi, którą ma u daję. 
– Więc znasz innych ludzi, skoro jesteś w stanie to stwierdzić? – spytałem rozbawiony pomiędzy pchnięciami. Jak wiele partnerów mógł mieć...? Chociaż, bo dłuższym zastanowieniu raczej nie chcę znać konkretnej liczny. Nie zdziwiłbym się, gdyby było to liczone w setkach, skoro na jednego partnera przypada jedno spotkanie. 
– Tak tylko słyszałem – odpowiedział, starając się zabrzmieć pewnie, chociaż głos mu się łamał. Z trudem powstrzymywał jęczenie, zwłaszcza, kiedy nabrałem rytm i zacząłem uderzać w pewien szczególny punkcik. 
Zamiast na rozmowie całkowicie skupiłem się na czynności, którą wykonywałem. W końcu, była ona niezwykle ważna, musiałem zadbać o to, by był jak najlepiej zaopiekowany, by później nie narzekał na nic. I sądząc po tym, jak zaciskał się na moim penisie, jak słodko jęczał, jak wyginał plecy w łuk — szło mi naprawdę nieźle. 
– Interesujące plotki chodzą na nasz temat – rzuciłem pomiędzy głębokimi wdechami, kiedy zalałem jego wnętrze, a on ubrudził mój brzuch. – Mam nadzieję, że trochę odczarowałem twoje spojrzenie na ludzi. 
– Nie, raczej nie. Po prostu teraz lepiej postrzegam ciebie – odpowiedział, opierając głowę o moje ramię. – I teraz nie musimy zmieniać pościeli... w sumie, to nie jest taki zły pomysł, uprawiać tu seks. 
– Problem tylko jest taki, że woda tak średnio już nadaje się do mycia – zauważyłem rozbawiony, gładząc z czułością jego policzek. W tej chwili wydawał się być taki... kruchy. Delikatny. Nie wyglądał na kogoś, kto w jednej sekundzie potrafi poderżnąć gardło, i całkiem sprytnie wykorzystywał tę swoją urodę. 
– Jest w zupełności wystarczająca – odpowiedział, podnosząc głowę, by ucałować linię mojej żuchwy. – Ktoś się próbuje do nas dobić – dodał i jak na zawołanie usłyszałem drapanie w drzwi łazienki, a później rozpaczliwe „miau”. 
– A już myślałem, że z tego wyrósł – mruknąłem niezadowolony, z niechęcią podnosząc się z balii. Ale miałem nosa. Dobrze, że zająłem się nim teraz, bo w przeciwnym razie z seksem musiałbym się wstrzymać do jutra. Jeszcze tylko przetrwać noc z tym małym czortem pomiędzy nami... Mam nadzieję, że jakoś sensownie się ułoży, tej nocy chciałbym się wtulić w Serathiona, a nie musieć czuć łapy na swoim policzku. 

<Różyczko? c:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz