Do pokoju wróciłem nieco zaniepokojony, chociaż przed Doną jak zwykle zgrywałem spokój. Chowanie swoich emocji pod maską wychodziło mi niezwykle dobrze, więc nie miałem z tym żadnego problemu. Jak zwykle z nią rozmawiając z rana napomknęła o tym, że wczorajszego wieczoru zatrzymał się tu mój kolega po fachu, którego trop wampira zaprowadził do tego miasta. Więcej szczegółów nie znam, ale tak czy siak mi się to nie podobało. Albo szuka Serathiona, albo pojawił się w mieście inny wampir, albo po prostu się pomylił. I tylko jedna z tych trzech opcji by mnie uszczęśliwiła.
– W końcu – odpowiedział zadowolony Serathion, a Futerko tylko mu zawtórował. – A co to za mina? Stało się coś?
– Cóż... można to tak określić – powiedziałem na początku spokojnie, dając temu małemu gamoniowi żarcie. – Pojawił się w mieście kolejny łowca.
– Co? Rozmawiałeś z nim? Znasz go? – podpytał, poprawiając się na łóżku.
– Nie. Wiem, że się tu pojawił od Dony. I wiem, że przywiódł go tu trop – wyjaśniłem, siadając obok niego. – Albo więc chodzi o ciebie, albo o innego wampira. Tak czy siak, nie podobają mi się te opcje.
– Nie pamiętam, abym podczas wczorajszego spaceru coś wyczuł – mruknął, marszcząc brwi.
– Miasto jest duże. No i też prowadziłem cię po uliczkach ludnych, ładnych. Wampiry raczej takich miejsc unikają, prędzej chowają się w slumsach, albo w kanałach, jakichś podziemnych przejściach, w mroku i pośród wyrzutków, nie w ścisłym centrum – cicho westchnąłem, drapiąc się po karku. – Lepiej, żebyś teraz uważał i ograniczał samotne poruszanie się nocą – poprosiłem, intensywnie myśląc nad tym, co moglibyśmy zrobić. Ale, czy było coś takiego? Jeżeli odejdziemy z dnia na dzień wzbudzimy podejrzenia, bo przecież większość ludzi wie, że zatrzymałem się tutaj na przeczekanie zimy. Przez tą akcję z tym mordercą jestem zbyt rozpoznawalny. To komplikuje naprawdę wiele spraw... czemu ludzie nie mogą o tym zapomnieć? To się wydarzyło już dobre parę tygodni temu, czy do tej pory nie wydarzyło się nic, co by wzbudziło ich zainteresowanie? Nikt ducha nie widział, żadnej zmory? Nie mam pojęcia, co takiego musiałoby się wydarzyć, by w końcu o mnie zapomnieli.
– Jestem pewien, że to nic takiego – wzruszył ramionami, niespecjalnie chyba przejęty. A przynajmniej na właśnie takiego wyglądał i brzmiał. – Ale dobrze, będę grzeczny. Zawsze jestem grzeczny – uśmiechnął się do mnie ładnie, jak to tylko on potrafił w zwyczaju. – Tylko jestem ciekaw, co zrobisz, jak poprosi cię o pomoc.
– Ja? Nic. Od zawsze pracuję sam, moja odmowa nikogo nie powinna zdziwić – odparłem spokojnie. Oczywiście dobrze byłoby się zgodzić, by mieć na niego oko, ale to nie byłoby zgodne ze mną. Na razie najlepsze, co możemy zrobić, to siedzieć cicho, nie wychylać się i mieć nadzieję, że to o jakiegoś innego wampira chodzi. Albo, że uzna, że Serathion ruszył dalej. Gorzej, jak zna jego imię... nie jest to nic typowego i popularnego, nie ma na świecie dużo osób, które noszą to konkretne imię, to może wzbudzić podejrzenia. Ale skoro o nikogo takiego nie pytał, chyba możemy być spokojni.
<Różyczko? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz