środa, 4 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

Nie chciałem pić, nie dziś, nie w tej chwili.
Byłem głodny, to był fakt ale nie chciałem. Nie mogłem co chwilę spijać jego krwi. To nie było dla niego zdrowe i obaj dobrze o tym wiedzieliśmy. Mogłem jeść dwa razy w tygodniu, nie częściej. Nic by mi się nie stało, gdybym dziś i może jutro też odpuścił.
Może czułbym się gorzej. Może znów byłbym słabszy, bardziej narażony na atak innych. Ale to wciąż nie było aż tak straszne.
Poza tym on też potrzebował odpoczynku. Codzienne oddawanie mi krwi na pewno nie było ani dobre, ani bezpieczne.
- Myślę, że dziś sobie odpuszczę - Stwierdziłem w końcu, uśmiechając się do niego delikatnie. Jednocześnie gorączkowo zastanawiałem się, jak poprowadzić tę rozmowę, tak aby zapomniał o tym absurdalnym pomyśle karmienia mnie na siłę.
- Myślę, że nie masz wyjścia - Odpowiedział spokojnie.
Zanim zdążyłem zaprotestować, chwycił moją dłoń i pociągnął mnie ku sobie, zmuszając, do zajęcia miejsca na jego biodrach.
- No już. Śmiało - Polecił cicho, nachylając głowę, jakby naprawdę uważał to za najoczywistszą rzecz na świecie. A nie była, nie była konieczna.
- Czy ty w ogóle mnie słuchasz? - Zapytałem, a mój wzrok, wbrew mojej woli, osunął się na jego szyję. Skórę miał napiętą, ciepłą… kuszącą w sposób niemal okrutny. Błagając się wręcz o skosztowanie.
- Słucham - Odparł. - Ale ci nie wierzę. Widzę po twoich oczach, że jesteś głodny. I choć bardzo byś chciał to ukryć, nie potrafisz. - Chwycił mnie za kark, pewnie, bez cienia wahania, przyciągając mnie bliżej swojej szyi. - Śmiało - Wyszeptał. - Sam się o to proszę. Nie możesz mi odmówić - Nie pozwalał mi się odsunąć nawet o milimetr. Jego ciało było zbyt blisko, zbyt znajome. Zapach krwi pulsował mi w głowie, odbierał zdolność logicznego myślenia. Zmuszał mnie do czegoś, czego rzekomo nie chciałem… a jednak każda cząstka mnie drżała z pragnienia i narastającego głodu.
- Jesteś okrutny - Wyszeptałem.
Moje usta musnęły jego szyję w niemal czułym pocałunku ostatnim, zanim straciłem kontrolę. 
Od razu wgryzłem się w jego skórę, pijąc krew, którą tak bardzo uwielbiałem. Krew, bez której nie mogłem żyć, mimo że bardzo chciałem.
Opierałem się długo. Naprawdę się starałem.
Ale on znał mnie zbyt dobrze. I dokładnie wiedział, jak mnie złamać, wykorzystując to w każdy możliwy sposób.
Upiłem tylko tyle krwi, ile naprawdę potrzebowałem. Ani kropli więcej.
Nie chciałem zrobić mu krzywdy, nigdy nie miałem tego na myśli. W końcu go kochałem. Zbyt mocno, by pozwolić sobie na nieuwagę czy egoizm.
Gdyby tylko nie był tak uparty…
Gdyby potrafił choć raz odpuścić, nie musiałbym pić jego krwi. Znalazłbym inne rozwiązanie. Jeszcze nie wiedziałem jakie, ale coś by się wymyśliło. Nawet jeśli byłoby to trudne, niewygodne, a może i niebezpieczne wolałbym to, niż ryzyko, że stanie mu się coś przeze mnie.
On jednak nigdy nie dawał mi wyboru.
Jakby moje granice były dla niego jedynie sugestią, a nie czymś, co naprawdę należy uszanować.
A ja… mimo wszystkich obietnic składanych samemu sobie, znów pozwoliłem mu wygrać.
- Jesteś naprawdę okrutny. Powinieneś się cieszyć, że nie chcę pić twojej krwi codziennie, a mimo to sam pchasz się na moje kły - Mruknąłem, odrywając się od jego skóry, patrząc na niego z wyraźnym niezadowoleniem.

<Elianie? C:> 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz