poniedziałek, 2 lutego 2026

Od Serathiona CD Eliana

 Wsłuchując się w jego słowa kiwnąłem delikatnie głową, powoli wszystko układają sobie w głowie.
- To rzeczywiście ciekawe… - Mruknąłem z lekkim rozbawieniem. - Człowiek żyje na tym świecie sto pięćdziesiąt lat, a i tak potrafi dać się zaskoczyć. - Uśmiechnąłem się łagodnie, przesuwając spojrzeniem po lokalu. Gorąca czekolada była dobra, nie mogłem temu zaprzeczyć, ale jej intensywna słodycz szybko zaczęła mnie nużyć. Nie potrzebowałem aż tak przesłodzonego napoju, nigdy nie miałem do nich cierpliwości. Znacznie bardziej odpowiadała mi słodycz subtelniejsza, głębsza… ta, której nie dało się znaleźć w filiżance.
Krew mojego partnera była pod tym względem niemal idealna. Czysta, naturalna, wolna od nałogów, a jako wampir potrafiłem to docenić bardziej niż ktokolwiek inny. Zawsze zadziwiało mnie, jak bardzo smak potrafił zdradzać naturę człowieka.
- A więc nie będziesz nic pił? - Zapytał, gdy dziewczyna powoli wracała za ladę.
Uniosłem kącik ust, pozwalając sobie na odrobinę tajemnicy.
- Nie - Odpowiedziałem spokojnie. - Myślę, że w odpowiednim momencie skosztuję słodyczy, która jest mi znacznie bardziej przeznaczona. - Moje myśli powędrowały gdzie indziej, ku chwilom, w których zawsze traciłem resztki samokontroli. Były rzeczy, którym nigdy nie potrafiłem się oprzeć, pragnienie, bliskość, ciepło ciała… i smak jego cudownie pysznej krwi, której potrzebowałem bardziej niż czegokolwiek innego. Wiedziałem jedno, kiedy nadejdzie właściwy moment, głód znów da o sobie znać. Zawsze dawał.
Elian nie skomentował tego w żaden szczególny sposób. Jedynie skinął głową, jakby rozumiał wszystko, a podejrzewałem, że naprawdę rozumiał. W końcu od dawna wiedział, z kim ma do czynienia, i jak wiele krwi potrzebowałem, by funkcjonować. Choć starałem się nie pić jej codziennie, przy nim było to niezwykle skomplikowane. Zwłaszcza że sam, zupełnie otwarcie, pozwalał mi się karmić, nie zważając na możliwe konsekwencje dla własnego zdrowia. A przecież musiały nadejść, prędzej czy później, jeśli nadal będzie oddawał mi swoją krew w takiej ilości.
Może właśnie to bolało najbardziej. Jego beztroska, to milczące przyzwolenie, które tylko pogłębiało mój głód i poczucie winy jednocześnie.
Wtedy do baru podeszła Lidia. Już sam wyraz jej twarzy zdradzał, że nie była zachwycona tym, co zobaczyła. Cóż, nie musiała patrzeć. Ja jej do tego nie zmuszałem.
- Co dla was? - Zapytała chłodno, rzucając mi niezadowolone spojrzenie.
Ewidentnie mnie nie lubiła. No cóż… jak mi bardzo przykro.
- Dla mnie tylko jedna herbata, a dla kota trochę mięsa - Odezwał się Elian, posyłając dziewczynie łagodny, niemal rozbrajający uśmiech, chcąc być miły i tak sobie muszę powtarzać.
- Dobrze, zaraz coś przyniosę - Odpowiedziała spokojnie, choć w jej głosie dało się wyczuć nutę rezerwy. 
Rzuciła mi niezadowolone spojrzenie i po chwili zniknęła w kuchni.
Odprowadziłem ją spojrzeniem, po czym parsknąłem cicho, świetnie się przy tym bawiąc.
- Ktoś tu chyba nie lubi mnie jeszcze bardziej - Stwierdziłem, uśmiechając się złośliwie.
I szczerze mówiąc… sprawiało mi to pewną satysfakcję. Lubiłem tę niechęć, to napięcie wiszące w powietrzu. Zwłaszcza że doskonale wiedziałem, skąd się brała. Widziałem wcześniej, jak na niego patrzyła z nadzieją, z wyrachowaniem, z tym specyficznym zainteresowaniem, które trudno pomylić z czymkolwiek innym. Polowała. Dość nieudolnie, ale jednak.
A ja? Ja po prostu przyszedłem i zabrałem jej zdobycz sprzed nosa, nie bardzo musząc się nawet o to starać.

<Elianie? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz